W ostatnim czasie Spisek Pisarzy opublikował dwa artykuły (kilk, kilk) obnażające funkcjonowanie Empiku. Dzisiaj, już z dostępem do internetu i bez gorączki, chciałabym dodać kilka słów od siebie i przekonać Was, że wcale nie jesteśmy na Empik skazani.

Po pierwsze, bardzo się cieszę, że artykuły powstały. W branży wydawniczej już od pewnego czasu było jasne, że Empik nie jest miejscem dla małego wydawcy. Polityka zamówień, system zwrotów (w tym oddawanie “zużytych” przez dotykanie klientów książek) oraz niekorzystne umowy. Inna sprawa, o której wspomina Zuzanna Łazarewicz ze studia wydawniczego Dodo Editor, że mały wydawca ma małą szansę wejścia do Empiku – pozostaje mu tylko podpisać umowę z dodatkowym pośrednikiem. Zresztą, tak też sprawa wygląda w Matrasie, który swego czasu (mam nadzieję, że to się zmieniło) nie dawał dużej szansy na wejście małym wydawnictwom.
Tajemnicapoliszynela przestała nią być, wśród czytelników rozpętała się dyskusja. Ale co z tego? W momencie, gdy większość czytających Polaków wybiera Empik, to sieć księgarni może dyktować dowolne warunki. W tym momencie przypomina mi się tekst  Tomka Tomczyka. Z jednej strony każda nasza decyzja ma wpływ na rzeczywistość – czy wesprzemy małą księgarnię, czy zapłacimy molochowi. Jednak Empik ze swoim budżetem reklamowym jest niemalże nie do pokonania. Wydawcom będzie zależeć na promocji i sprzedaży swoich książek, więc będą chociaż część nakładów przeznaczać do Empiku. Zamknięte koło.
Coś musiałoby się zmienić. Świadomość, ale cynicznie przyznam, że w takie zmiany przestałam już trochę wierzyć. Czytelnikom musiałoby zacząć zależeć najpierw na książkach, potem na autorach, na końcu na wydawnictwach. Musielibyśmy się zacząć zastanawiać, jak ich decyzje zakupowe wpływają na losy autora i danej książki. Czy lepiej kupić w małej księgarni, a może na stronie wydawnictwa? A może w ogóle bezpośrednio u autora, jak w wypadku self-publishingu? Przyznajcie, że wybranie drogi do Empiku i przejrzenie stosu książek jest łatwiejsze.
Rozwiązanie widzę w dwóch, całkiem różnych przestrzeniach. Małych księgarniach, które poza sprzedażą wyselekcjonowanych książek, pełnią też funkcję instytucji kultury. W dodatku z dobrą kawą. Jak MITO w Warszawie, albo Księgania i antykwariat Kocham KsiążkiKsięgarnię i antykwariat Sofa lub Księgarnię  Zła Buka. Które mają do zaoferowania więcej, niż książki w najniższych cenach. Dobrą kawę, spotkanie z pisarzem, miejsce do popracowania, wyselekcjonowany księgozbiór. Księgarza, który kocha swoją pracę i który z chęcią doradzi.
Drugie to po prostu internet. Korzystne ceny na stronach wydawnictw, programy partnerskie i dodatki. Self-publishing. Porównywarki cen e-booków i specjalistyczne, dobrze skonstruowane księgarnie z niskimi cenami wysyłki. Akcje uświadamiające takie jak Nie karm książkowego potwora.  I e-booki, oczywiście, ale to już moje pobożne życzenie.  Wszystkie te rozwiązania oferują dobre ceny, ale i korzystniejszy zarobek dla wydawcy. A poprzeglądać, tak jak w Empiku, też możemy, bo coraz więcej księgarni internetowych oferuje nam darmowy fragment. Wszystko jest kwestią naszego wyboru. Pytanie brzmi, czy mamy ochotę go podejmować.

Zapisz się!

Chcę być informowany/a o zbliżających się wydarzeniach organizowanych przez Kingę Kasperek

FreshMail.pl