Umowy wydawnicze. Na co zwrócić uwagę? Wpis gościnny – Anna Kolęda

Anna Kolęda - adwokat, przedsiębiorca i autor. Zawodowo skupia swoje zainteresowania wokół prawa handlowego, cywilnego, prawa autorskiego i własności intelektualnej oraz ochrony danych osobowych. Interesuje się prawem nowych technologii oraz szeroko pojętą branżą kreatywną i związanymi z nią zagadnieniami. Na co dzień pracuje z przedsiębiorcami i twórcami. Pisze o prawie i o tym, jak się w nim nie pogubić. Codziennie stara się przybliżyć zagadnienia, z którymi najczęściej borykają się osoby, które chcą budować swój biznes świadomie i zgodnie z prawem oraz odczarowuje skomplikowane przepisy i regulacje. W poprzednim wcieleniu dziennikarz i copywriter. Jako autor na annakoleda.pl chętnie łączy zamiłowanie do pióra i tworzenia treści z zainteresowaniami zawodowymi. Testuje wody jako szkoleniowiec.

Ludzie nie lubią umów. Nawet ci, którzy na  co dzień operują znakomicie słowem pisanym często przejawiają pewien rodzaj alergii prawnej. Spokojnie nie ma w tym nic dziwnego – niestety często umowy są skomplikowane i nieprzejrzyste, a dla osób niezajmujących się zawodowo prawem wydają się niezrozumiałe. Jednak każdy w jakimś stopniu powinien się z nimi oswoić. Dlaczego? Ponieważ umowy zawieramy praktycznie codziennie.

Byłeś dzisiaj w sklepie? Restauracji? A może przychodząc na uczelnię zostawiłeś kurtkę w szatni? W każdej z tych sytuacji zawarłeś umowę, którą ustawodawca określa „umowami zawieranymi w drobnych sprawach życia codziennego”. Nie zauważasz ich, przystępujesz do nich automatycznie. I dobrze, bo gdybyś miał do każdej z nich przywiązywać ogromną wagę, to zwykła droga z domu do pracy zajęłaby Ci dużo więcej czasu niż zwykle.

Ok, więc umowy są wszędzie. Jednak w dzisiejszym wpisie chciałabym się podzielić z Tobą wskazówkami, które mogą Ci pomóc w sytuacji, gdy zawierana umowa nie będzie dotyczyła drobnych codziennych interakcji, a bardzo ważnych elementów Twojego życia, takich jak np. sprzedaż Twojego dzieła.

Oswoić umowę

Zacznijmy od tego, że wszystkie umowy, a więc również te używane w procesie wydawniczym, mają za zadanie uporządkować i uregulować stosunki między stronami. Idealnie, gdy umowa jest dokładnie omówiona, uzgodniona i zaakceptowana przez jej strony. Warto sporządzenie takiej umowy poprzedzić spotkaniem stron, podczas którego należy znaleźć odpowiedzi na najważniejsze kwestie i zagadnienia, których będzie ona dotyczyć. Jeśli konsultacje zostaną przeprowadzone prawidłowo i osiągnięte zostanie porozumienie co do treści i intencji stron, wtedy kodowanie prawne umowy, czyli przełożenie poczynionych ustaleń na język przepisów powinno być tylko formalnością.

Do takiego scenariusza warto dążyć, ponieważ oprócz tego, że umowa sporządzona w taki sposób z reguły bardzo wiernie oddaje zamiar stron, otrzymujesz bonus w postaci zmniejszenia stresu związanego z całą sytuacją.

Ja, autor

W przypadku umów branży kreatywnej, takiej jak np. umowa wydawnicza, bardzo często mamy do czynienia z pewnym wzorcem, szablonem umowy, z którego dane wydawnictwo korzysta dostosowując jej treść i warunki do konkretnego autora. W takim wypadku konsultacje często sprowadzają się do omówienia zagadnień biznesowych np. wynagrodzenia autora i sposobów promocji (które oczywiście są bardzo ważne). Pamiętaj jednak, że w umowie nadal znajdują się treści prawne, które nie są może w danym momencie w centrum Twojego zainteresowania, ale przy dokonaniu się opisanych w nich warunków mogą znacząco wpłynąć na Twoją sytuację prawną i finansową. Bądź świadomy ich istnienia.

Jeśli nie czujesz się na siłach zapoznać się z zapisami umowy, zleć to zadanie profesjonaliście i poproś o dokładne wyjaśnienie. Wytłumacz też, na czym najbardziej Ci zależy i czego oczekujesz w związku z daną umową. Ułatwi to zaproponowanie ewentualnych zmian, które lepiej oddadzą Twoje potrzeby.

Pamiętaj – każdą umowę przewidującą dla Ciebie sankcje finansowe, powinien sprawdzić profesjonalista i wytłumaczyć Ci: za co, kiedy i w jakiej wysokości możesz ponieść odpowiedzialność.  Przede wszystkim – nie bój się pytać!

Piszesz? Czytaj!

Często jest to aż tak proste – zanim podpiszesz jakikolwiek dokument prawny przeczytaj go dokładnie. Zdaję sobie sprawę z tego, że teksty umów bywają dla większości ludzi delikatnie mówiąc średnio fascynujące i skomplikowane, jednak podejście “nie będę tego czytał, bo i tak nie zrozumiem” prowadzi w najlepszym przypadku donikąd, a w najgorszym do rozczarowań, złości i innych mniej lub bardziej cenzurowanych emocji.

Przeczytaj, przebrnij przynajmniej raz, zaznacz wszystkie fragmenty, które wywołują Twoje wątpliwości. Zwróć uwagę na niejasne lub nieostre sformułowania. Zastanów się, co dany zapis oznacza dla Ciebie. Wyobraź sobie sytuację, w której miałby zastosowanie.

Weź pod uwagę, że konstrukcje niektórych zapisów, np. kar umownych są różne i często można do nich wprowadzić sformowania, których nieprawnicze oko nie wyłapie, bądź uzna za nieistotną stylistykę.

Myślę, że najlepiej sprawdza się zasada “nie rozumiesz – nie podpisuj”. Sprawdź, poszukaj, poproś o wyjaśnienie. Wierz mi, że znacznie bezpieczniej będziesz się czuł, wiedząc dokładnie, co wynika z Twojej umowy.

Co w ustawie piszczy

Będąc twórcą warto znać ustawę z dnia 4 lutego 1994 roku o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Znajdziemy tu kilka artykułów, z którymi naprawdę warto się zaprzyjaźnić. Ze względu na obszerność tekstu ograniczę się do kilku najważniejszych z punktu widzenia autora kwestii.

Zacznijmy od definicji utworu. Zgodnie z ustawą, przedmiotem prawa autorskiego (utworem) jest każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalony w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia. Ustawa wymienia przykładowy katalog utworów np. fotografie, utwory wyrażone słowem, utwory muzyczne. Bardzo ważne jest to, że ochroną prawno-autorską objęty jest wyłącznie sposób wyrażenia, czyli ochronny parasol ustawy nie obejmuje idei, procedur, odkryć czy koncepcji.

Brak prawno-autorskiej ochrony pomysłów nie oznacza, że nie można ich ochronić inaczej. O jednym z takich mechanizmów ochronnych pisałam na annakoleda.pl w artykule “Hokus pokus NDA” .

Nie stanowią przedmiotu ochrony również akty normatywne lub ich urzędowe projekty, urzędowe dokumenty, materiały, znaki i symbole, opublikowane opisy patentowe lub ochronne oraz proste informacje prasowe.

Pamiętaj, w przypadku wątpliwości, czy dany element można nazwać utworem i objąć go ochroną, decyduje pierwiastek twórczości i indywidualnego charakteru, który każdy utwór powinien zawierać.

Autorowi przysługują autorskie prawa osobiste i autorskie prawa majątkowe. Pierwsze są nieograniczone w czasie i niezbywalne (np. prawo do autorstwa utworu, oznaczenia go swoim nazwiskiem) drugie, majątkowe, dotyczą korzystania z utworu i są ograniczone w czasie (m. in. gasną z upływem 70 lat od śmierci twórcy), podlegają dziedziczeniu oraz są zbywalne.

Sytuacją wyjściowa jest taka, że jeśli z ustawy nie wynika inaczej, to twórcy przysługuje wyłączne prawo do korzystania z utworu i rozporządzania nim na wszystkich polach eksploatacji oraz wynagrodzenia za korzystanie z utworu. Autorskie prawa majątkowe można zbyć na podstawie umowy o przeniesienie autorskich praw majątkowych lub umowy o korzystanie z utworu, czyli licencji.

Umowy o których mowa muszą być zawarte w formie pisemnej pod rygorem nieważności!

W umowach o przeniesienie autorskich praw majątkowych oraz umowach o korzystanie z utworu (licencjach) określa się pola eksploatacji, które dana umowa obejmuje. Właśnie od tych zapisów umownych będzie zależało, jakie autorskie prawa majątkowe autor przekazuje i w jakim zakresie. Ustawa przewiduje szereg zastrzeżeń kształtujących swobodę wymienionych umów. Jednym z nich jest np. zastrzeżenie nieważności zapisów dotyczących wszystkich utworów lub utworów określonego rodzaju tego samego twórcy, mających powstać w przyszłości. Kolejnym jest artykuł mówiący o tym, że twórcy przysługuje prawo do wynagrodzenia nawet, jeśli z zawartej umowy wynika, że przeniesienie autorskich praw majątkowych lub udzielenie licencji nastąpiło nieodpłatnie.

Co Wam chodzi po głowie (i co na to prawo)?

W wątku poświęconym zapowiedzi tego wpisu w grupie „Jak wydać książkę?” pojawiły się pytania dotyczące zagadnień, z którymi spotykacie się jako twórcy. Wybrałam kilka z nich i postaram się przybliżyć tematy w nich poruszone. Pamiętajcie jednak, że przedstawione wypowiedzi dotyczą ogólnych zagadnień i mojego poglądu na tematykę, a nie konkretnych przypadków i nie mogą zastąpić opinii prawnej sporządzonej na konkretnym stanie faktycznym. Ok, zaczynamy.

Jak poprawnie zapisać w umowie rozliczenie za różne formy dystrybucji tego samego produktu? (…)Czy na każdą formę dystrybucji konieczny jest osobny punkt umowy, czy można to jakoś uściślić. (Łukasz)

Moim zdaniem, warto rozpisać każdy rodzaj dystrybucji w osobnym punkcie umowy i opisać dokładnie, jak wygląda rozliczenie za każdą konkretną formę. Dzięki temu umowa zyska na precyzyjności, a strony umowy (autor i wydawnictwo) będą miały pewność i jasność sytuacji. Potrafię co prawda wyobrazić sobie zapis, który mógłby obejmować dystrybucję produktu w ogóle – bez rozróżnienia na formy i z takim samym wynagrodzeniem, jednak uważam, że przy dzisiejszych możliwościach technicznych było by to nieracjonalne i niekorzystne dla stron – każdy rodzaj dystrybucji produktu rodzi przecież inne koszty i inne możliwości zarobkowe.

Autoryzacja wypowiedzi książki opartej na wywiadach (Lilianna)

Uważam, że w wypadku książek opartych na wywiadach (np. książkach typu wywiad rzeka) szczególnie ważne jest sporządzenie umowy pomiędzy autorem a osobą udzielającą wywiadu, ponieważ może się zdarzyć, że wkład udzielającego wywiadu jest tak duży, że można mu przypisać współautorstwo książki, za czym idą oczywiście wszystkie prawno-autorskie regulacje. Jeśli chodzi o autoryzowanie pojedynczych wypowiedzi, uważam, że zawsze należy zadbać o dokładną dokumentację w tym zakresie. obejmującą np. daną wypowiedź, oświadczenie o zgodzie na publikację wypowiedzi bez zmian/ze zmianami, datę, oraz informację w jakim terminie i w jakim zakresie można ją opublikować (lub informację o braku takich wymagań). Oczywiście należy również pamiętać o regulacji dotyczącej autoryzacji wynikającej z art. 14 ustawy z dnia 26 stycznia 1984 roku – prawo prasowe związanej z obowiązkami dziennikarzy w tym zakresie.

Czy wydawnictwo nabywa prawa do postaci (bajkowych), które występują w książce? Czy mogę nimi (postaciami) jako autor swobodnie dysponować pisząc sequel itd. (Maciej)

Ponownie, odpowiedź powinna wynikać z zapisów umowy z wydawnictwem. Co do zasady, o prawie do korzystania z wykreowanej postaci decyduje osoba, której te prawa przysługują, czyli twórca postaci lub osoby mające prawo nimi dysponować (czyli np. spadkobiercy autora lub nabywcy praw). Idąc tym tropem, w umowie wydawniczej powinno zostać uregulowane, komu przysługują prawa do postaci (może to np. wynikać z pól eksploatacji utworu lub z zapisów udzielonej licencji). Do tego, należy rozróżnić samą postać od wizerunku postaci, czyli np. jej zekranizowanego wcielenia, które również może podlegać osobnej ochronie, a prawa do takiego wizerunku niekoniecznie muszą przysługiwać autorowi literackiemu, który stworzył postać „na papierze”. Ochronę postaci można podzielić również na ochronę postaci jako integralnej części dzieła oraz jako samej postaci niezależnie od dzieła. Muszę przyznać, że pytanie Macieja mnie zainspirowało – uważam, że jest to bardzo ciekawe zagadnienie, które zasługuje na dłuży wpis na blogu.

W wątku padło również pytanie o wykorzystanie fotografii jako okładki książki. Fotografia, jeśli spełnia wymogi utworu, o czym pisałam wcześniej, podlega oczywiście ochronie na gruncie prawa autorskiego. Kolejną i osobną rzeczą jest ochrona wizerunku osób, które się na fotografii znajdują. Co do zasady, żeby móc wykorzystać fotografię, na której znajdują się osoby, należy mieć zgodę (umowę) autora fotografii na posługiwanie się nią na konkretnych polach eksploatacji oraz zgodę osoby znajdującej się na zdjęciu na publikację jej wizerunku. Jest to oczywiście jedynie punkt wyjściowy do tego zagadnienia, ponieważ to od szczegółów każdej konkretnej sytuacji (jak np. od tego, czy osoba znajdująca się na zdjęciu jest rozpoznawalna) zależy jej rozwiązanie. Ponownie jednak powtórzę – najlepszym orężem w walce z nieporozumieniami i bitwach o byt i spokój twórcy (i każdego z nas) jest starannie skonstruowana umowa.

Mam nadzieję, że tym wpisem przekonałam chociaż niektórych z Was do tego, że warto czytać umowy i być dociekliwym. Kindze serdecznie dziękuję za zaproszenie w gościnne progi. Jeśli zainteresowały Was poruszane kwestie, to więcej artykułów i informacji związanych z umowami, prawami autorskimi, branżą kreatywną oraz prowadzeniem biznesu zgodnie z prawem znajdziecie na www.annakoleda.pl oraz www.lawstories.pl. Zapraszam serdecznie!

 

 

* Wszelkie treści umieszczone w niniejszej publikacji mają charakter wyłącznie informacyjny i są indywidualnymi poglądami autora. W szczególności, zamieszczone w publikacji materiały nie stanowią opinii ani porad prawnych. Publikacja jest chroniona prawem autorskim. Autor wyraża zgodę na publikację niniejszej treści na stronie www.kingakasperek.pl. Zarówno publikacja jak i rozpowszechnianie publikacji wymaga uprzedniej, wyraźnej zgody autora wyrażonej w formie pisemnej pod rygorem nieważności.
  • Słowem – przed podpisaniem umowy, daj ją do przeczytania prawnikowi 😉

Zapisz się!

Chcę być informowany/a o zbliżających się wydarzeniach organizowanych przez Kingę Kasperek

FreshMail.pl