Targi Książki. Setki wystawców, książki w doskonałych cenach i możliwość spotkania ulubionego autora – prawdziwe święto książki. A dla redaktorów? Święto książki, czytania i dużo pracy.

Gdy w lipcu zaczynałam pracę w Wydawnictwie Otwartym, wiedziałam, że jesień będzie intensywna. Właśnie wtedy publikowane są najważniejsze nowości wydawnicze na całym świecie, trwa okres targowy, a w redakcjach trwają burzliwe dyskusje o planach wydawniczych na kolejne miesiące oraz lata. W tym roku byłam na frankfurckich i krakowskich targach książki – za każdym razem służbowo. Moje wrażenia?

1. Kilka dni rozmawiałam non-stop o książkach.

We Frankfurcie większość czasu spędziłam na spotkaniach z agentami literackimi i wydawcami. W trakcie takich rozmów przedstawia się profil agencji/wydawnictwa oraz rozmawia o planowanych nowościach. Czasem takie spotkania przypominają speed dating – masz trzydzieści minut w trakcie których musisz się poznać i zadecydować, czy czeka was wspólna przyszłość. A z drugiej strony to niekończące się dyskusje o literaturze – czy może być coś lepszego? Tak, jeśli przypomnę sobie wszystkie rozmowy z czytelnikami, które mogłam odbyć na krakowskich targach. Otwarte miało stoisko – kanapy, półki z książkami i masę atrakcji. Stojąc w firmowej koszulce mogłam podoradzać czytelniczkom i czytelnikom, podpytać ich o wrażenia i usłyszeć masę miłych słów. Fajnie skonfrontować się z czytelnikiem i dopytać o jego potrzeby. Licząc, że wcześniej zamykałam się w kręgu akademików, krytyków i innych czytelników zawodowych. I to takie rozmowy z czytelnikami są bardzo odświeżające. Poznałam masę inspirujących osób i spojrzałam na swoją pracę z innej perspektywy. Na każdym etapie – od redaktora, wydawcy, agenta, czytelnika, autora – spotykam się z miłośnikami książek. To jest super.

A dodatkowo, brałam udział w panelu “Czy blog może zmienić życie? Dyskusja blogerów książkowych, którzy odnieśli sukces”, organizowanym przez Śląski Klub Blogerów Książkowych. Miałam okazję poznać najlepszych blogerów książkowych (i z nimi podyskutować): Jarka CzechowiczaAgnieszkę Taterę, Anną GrzybKatarzynę KurowskąJana Mądrzywołka i Piotra ChojnackiegoChociaż, jak wspominałam w trakcie panelu, działalność blogową traktuje mocno dorywczo, jest dla mnie ważna. Było mi bardzo miło, że mogłam wziąć udział w dyskusji, chociaż o wielkim sukcesie z tytułu panelu chyba nie ma co mówić.

2. Autor ma się dobrze

Nigdy specjalnie nie goniłam za autorami po spotkaniach (uniwerystet chyba skutecznie wbił mi do głowy tezę o śmierci autora Barthes’a), ale na targach mogłam odkryć, że autorzy mają się nieźle. Zaczynają od niesamowitego dnia spędzonego z Niną George, Sofią Caspari i Kathryn Taylor. Przejęłam opiekę nad ich książkami w Wydawnictwie Otwartym, opiekowałam się więc i nimi na krakowskich targach. Możliwość poznania autorek na żywo, wspólne rozmowy o literaturze (znowu!) i dobrze spędzony czas (oprowadzanie Niny George po krakowskim rynku i opowiadanie legendy o smoku wawelskim będę długo pamiętać)… A poza tym hala w krakowie była szczelnie wypełniona “ważnymi autorami”. Wystarczyło rozejrzeć się dookoła, by zobaczyć ulubionego pisarza i niekończące się kolejki czytelników, czekających na podpisanie ich egzemplarza książki. Gdy przyjechała C. J. Daugherty (autorka z Otwartego) otrzymałam zacne zadanie bramkarza. Nie wiem, ile fanek ustawiło się do podpisu, ale spokojnie było ich ponad 100. Podpisywanie trwało dwie godziny, a ekipa redaktorów i promotorów starała się zapanować nad podekscytowanym tłumem. Będę sobie przypominać te wszystkie kolejki do autorów w trakcie czytania wyników badań o spadającym czytelnictwie. Dobra odtrutka, prawda?

3. Rynek książki jest ogromny!

Czytanie jest bardzo samotnym zajęciem. Analizy rynku książki układają się w kolejne tabelki z danymi, które trudno sobie wyobrazić. Dopiero w tym roku zdałam sobie sprawę, że jestem częścią ogromnego systemu. Frankfurckie targi to sześć ogromnych hal, a każda z nich składa się z trzech pięter. W każdej hali – dziesiątki boksów wydawnictw z całego świata. Przejście od jednej hali do drugiej zajmowało czasem 30 minut. A każdy wydawca miał w swojej ofercie dziesiątki książek… Ocean literatury. Krakowskie targi od dwóch lat odbywają się w nowej hali, która i tak była kompletnie zatłoczona. W sobotę tłum czytelników był tak gęsty, że przejście na drugą stronę hali zdawało się niemożliwe. Każdy z czytelników kupił kilka książek na jednym z dziesiątek stoisk. Ci wszyscy ludzie – wydawcy, czytelnicy, pisarze – zgromadzeni w jednym miejscu pokazuje, że czytanie naprawdę ma się nieźle.

4. Redaktor nie pracuje tylko z tekstem

A przede wszystkim pracuje z ludźmi. Wspomnianymi już czytelnikami, agentami i autorami. Dlatego przez te kilka dni miałam okazję przyjąć kilka nowych ról: sprzedawcy, opiekuna, prelegenta, promotora, bramkarza, negocjatora, handlowca, organizatora. I na pewno nie miałam czasu na czytanie!

Po okresie targowym następuje ważny czas pracy w redakcji – cisza, spokój, tekst. I chociaż było to intensywne doświadczenie, będę czekać na kolejne. Pewnie wpadnę jutro na katowickie targi książki – warto zobaczyć, co się dzieje we własnym ogródku.

 

Zapisz się!

Chcę być informowany/a o zbliżających się wydarzeniach organizowanych przez Kingę Kasperek

FreshMail.pl