Rynek książki na świecie - podsumowanie prosto z Zadaru

Parę tygodni temu brałam udział w konferencji „International Conference on Publishing Texts and Contexts”, która była organizowana przez Uniwersytet w Zadarze. Konferencja, jak co roku, zgromadziła niesamowitych naukowców z całego świata, którzy zebrali się, aby rozmawiać o stanie światowego rynku książki i trendach wydawniczych. I ja tam byłam, miód i wino piłam, a dziś chciałabym podzielić się z Wami kilkoma przemyśleniami.

Jest źle

I właściwie w tym momencie mogłabym zakończyć ten tekst. Jeśli śledzicie na bieżąco stan rynku książki w Polsce i na świecie, na pewno dotarliście do opracowań (jak raporty Biblioteki Narodowej lub publikacje Biblioteki Analiz), na pewno zwróciliście uwagę na fakt, że chociaż liczba aktywnych czytelników jest w miarę stała, rynek zalewa co roku zwiększająca się liczba nowych tytułów, przy spadających nakładach. A sytuacja samych wydawnictw w Polsce jest niestabilna. Wydawcy nowościami próbują przyciągnąć czytelników, którzy kupują mniej (a wybór jest coraz mniejszy), więc spadają nakłady, więc coraz trudniej zadebiutować lub mówić o stałych trendach… Ale to już wiecie.

Jednak co mnie zaskoczyło, sytuacja na świecie nie wygląda lepiej. Jak mówił Ruediger Wischenbart, który zawodowo zajmuje się analizowaniem rynków książki i trendów (a jego świetny raport możecie przeczytać tutaj) podobnie wygląda sytuacja na innych rynkach: amerykańskim, brytyjskim, francuskim, hiszpańskim… O wzroście można mówić tylko w wypadku Chin – kraju, który prężnie się rozwija. Co ciekawe, jak opowiadał Angus Phillips z Oxford Brooks Publishing, w Wielkiej Brytanii wzrost PKB nie powoduje wzrostu sprzedaży książek, ale… spadek. Brytyjczycy wolą inwestować w usługi lub inne formy rozrywki. Brzmi znajomo, prawda?

Wydawcy w kłopocie

Miha Kovać przedstawił ciekawą myśl, analizując strategię wydawców, którzy muszą zmierzyć się z nową rzeczywistością wydawniczą, gdzie coraz popularniejsze stają się e-booki, sprzedaż przez internet i konwergencja mediów. Sklasyfikował cztery typy strategii: ignorowanie zmian i tonięcie, surfowanie (jakoś staramy się przetrwać), żeglowanie pod wiatr (dostosowujemy się do zmian), lub udawanie, że płyniemy (czyli coś robimy w kierunku zmian, ale bez sensu). Myślę, że niewiele wydawnictw w Polsce można by przyszeregować do „żeglującej” grupy – większość sprzedaje e-booki bez przemyślanej strategii, kopiując konkurencje i nie zastanawiając się nad tym, jak światowe trendy wpływają lub wpłyną już za chwilę na nich. Jednak ta smutna konstatacja dała mi do myślenia – zawsze miałam poczucie, że na polskim rynku książki coś wybitnie nie działa.

Ale jednak mam wrażenie, że wydawnictwa z całego świata mają problem z udźwignięciem zmian kulturowo-społeczno-technologicznych i starają się jak mogą, aby przetrwać w tych trudnych czasach. Bo coś nieodwracalnie się kończy – coraz trudniej zaprezentować interesującą czytelników ofertę, wstrzelić się w masowe gusta (bo takie już raczej nie istnieją – możemy mówić raczej o społecznościach – fanach pewnych konwencji) i zainteresować samą książką. A nowości: e-booki, czytanie w abonamencie, seriale literackie dopiero gdzieś majaczą na horyzoncie zmian.

Co dalej?

Wszyscy wyczuwają wiszącą w powietrzu zmianę: naukowcy, twórcy, krytycy, wydawcy. Pewną nadzieje niosą nowe formaty – jak EPUB3, o którym opowiadał Franjo Pehar. EPUB3 pozwala przygotowywać naprawdę bogate pliki książkowe i tylko czekam jak wydawcy podejmą wyzwanie. Na razie jedynym z ciekawiej złożonych e-booków na polskim rynku jest „Starość Askolotla” Jacka Dukaja (wydana przez Allegro), pełna multimedialnych dodatków i umożliwiający tzw. czytanie pogłębione (dodatkowe informacje wyświetlają się w pop-upach).

Jednak nasza dobra staruszka, książka papierowa, również nie odchodzi do lamusa. Sophie Noel opowiadała o strategiach niesieciowych księgarni we Francji i Wielkiej Brytanii, które przyciągają czytelników domowym wystrojem, kawą i szeroko rozumianą personalizacją (np. na tzw. stołach leżą tylko książki polecane przez personel, uzupełnione o ręcznie napisaną rekomendację), gdzie zakup książki poza transakcją niesie ze sobą dużą wartość emocjonalną i relacyjną. Zoran Velagic przypomniał, że czytamy dziś w o wiele bardziej złożone sposoby, a sam proces wynika z bardzo różnych motywacji. Czytamy dużo, czasem jednak należy dostosować przekaz i mediów do potrzeb czytelników. Andrius Suminas opowiedział o ciekawym litewskim przypadku – serii dla dzieci, która doczekała się nie tylko ekranizacji, ale i serii produktów spożywczych, kosmetyków i komercyjnych placów zabaw, firmowanych marką głównej bohaterki. A ja, jak zwykle, opowiadałam o self-publishingu i jego polityczno-ekonomicznym wymiarze. Możliwości rozwoju literatury i samej książki jest wiele. W sumie cieszę się, że żyjemy w tak ciekawych czasach, kiedy możemy śledzić przełom, wpływać na niego i obserwować, co wydarzy się dalej.

O wiele lepiej być literaturoznawcą w tak ciekawych czasach!

Zapisz się!

Chcę być informowany/a o zbliżających się wydarzeniach organizowanych przez Kingę Kasperek

FreshMail.pl