Rok własnej działalności – podsumowanie #nadczympracuję

W listopadzie zeszłego roku przestałam pracować w wydawnictwie i usilnie zastanawiałam się co dalej. Pamiętam dokładnie moment, kiedy wpadła mi do głowy myśl, żeby zacząć własną działalność – właśnie zamiatałam podłogę. Byliśmy świeżo po remoncie, w całym mieszkaniu zalegały resztki gruzu, a ja przy pomocy tej miotły starałam się ogarnąć bałagan w domu i w głowie. Wpadła mi wtedy myśl, że chcę pomagać początkującym i niezależnym autorom w realizowaniu ich marzeń o własnym wydaniu książki.

Dlaczego o tym piszę teraz? No cóż, dziś są moje urodziny. I najczęściej ten czas wolę wykorzystać inaczej, niż na świętowanie i życzenia (chociaż to też jest ważne, właśnie piecze się ciasto w piekarniku i czekam na gości). Istotniejsze są dla mnie podsumowania całego, ubiegłego roku. A ten mnie mocno zaskoczył.

 

Najważniejsze projekty i odkrycia

Skończyłam pisać doktorat!

Zaczęłam pisać w styczniu. Zebrałam wszystkie teksty, notatki, fragmenty i wcześniej przygotowane rozdziały. Miałam już wcześniej przeprowadzone badania, jednak musiałam wszystkie swoje odkrycia i myśli spisać. Zajęło mi to pół roku, kiedy niemalże każdego dnia spędzałam żmudne i samotne godziny przy biurku, z asystującym mi psem i kotem. To był dość szczególny czas – z jednej strony intensywnie pracowałam, z drugiej spędzałam całe dnie w dresie, gotując obiady i regularnie wychodząc z psem o 13.00 na spacer. Zrozumiałam też wtedy lepiej moich autorów, którzy często narzekają na trud pisania. To bardzo samotna i ciężka praca. Ale w sierpniu wstawiłam ostatnią kropkę i przekazałam tekst mojemu promotorowi. I tak projekt „Nowa piśmienność. Współczesne instytucje literackie w kontekście przemian technologicznych i kulturowo-społecznych” został zakończony. Teraz czekają mnie małe poprawki i myślę, że w pierwszej połowie 2018 zostanę oficjalnie panią doktor od self-publishingu.

„Umowy Śmieciowe”

O samym projekcie i pracy przy nim pisałam tutaj. Była to niesamowita przygoda – pracować nad serialem literackim, sprawdzać reakcje czytelników z dnia na dzień i obserwować jak Andrzej Tucholski rozwija się z kolejnego odcinka na odcinek jako pisarz. Ta współpraca redakcyjna wyznaczała mi też pewien rytm w każdym miesiącu, bo redagowałam z odcinka na odcinek. Dużo nauczyłam się jako redaktorka i wspominam ten tekst z dużym ciepłem w sercu. A “Umowy Śmieciowe” musicie koniecznie przeczytać!

Ridero

W styczniu zeszłego roku zaczęłam też współpracować z międzynarodową platformą dla self-publisherów dla Ridero. Co zaskakujące, zajęłam się marketingiem. Głównie odpowiadałam za social media, co było na początku sporym wyzwaniem. Jednak świetna współpraca z rosyjskim i polskim zespołem sprawiła, że ten praca nad projektem sprawiła mi dużo frajdy, no i mogłam poznać tak duży projekt od kulis.

Redakcje

Po podliczeniu wyszło mi, że w zeszłym roku poprawiłam 8 książek! Każda była inna – niezależnie, czy współpracowałam z wydawnictwem (jak OSM lub Otwarte), czy self-publisherami. Godziny spędzone na poprawianiu błędów, szukaniu najlepszych rozwiązań i tropieniu nieścisłości. Przekonałam się, że uwielbiam redagować i taka praca mnie bardzo uspokaja. I za każdym razem, gdy książka trafia do sprzedaży, czuję się, jakbym posyłała swoje dziecko w świat. Niesamowite uczucie.

Wiedza jest potrzebna

Piękne zaskoczenie. Gdy wymyśliłam sobie, żeby do oferty wprowadzić konsultacje dla autorów i recenzje ich tekstów, nie byłam pewna, czy będzie zapotrzebowanie na taką wiedzę. Ale zaczęło się jak w dobrym filmie – od trzęsienia ziemi (książka Moniki Małgorzaty Lis), a potem było jeszcze mocniej. Recenzowałam i książki odrzucone przez wydawnictwa (wspólnie z autorami szukając wyjścia z tego problemu), i takie, które dopiero szukały wydawcy. Konsultowałam problemy self-publisherów i niezależnych autorów, dopasowując dla nich najlepsze pomysły i rozwiązania. Przekonałam się, że uwielbiam pracę nad tekstem i kocham pomagać autorom, a w efekcie powstała grupa na Facebooku „Jak wydać książkę?”, w której dziś jest ponad 300 osób! Na współpracę indywidualną jest coraz więcej chętnych, a ci spragnieni wiedzy mogą jej też poszukać w grupie. Każdy projekt mnie uskrzydla i dodaje wiary, że moja praca ma sens.

Warsztat „Wydaj swoją książkę”

Gdy skończyłam pisać doktorat, zmobilizowałam siły, żeby przygotować warsztat online dla self-publisherów. Nie była pewna, czy w ogóle ktoś się zgłosi, czy poradzę sobie jako prowadząca, bo pomimo doświadczenia w prowadzeniu szkoleń i zajęć ze studentami, to była dla mnie nowa forma. Nie obyło się bez wpadek, ale zgromadziłam grupę wspaniałych, mądrych i przedsiębiorczych autorek, których książki już niebawem będziecie mogli zakupić. Zobaczyłam, że hej, radzę sobie jako prowadząca, a ankiety wypełnione po kursie przez dziewczyny, pokazują mi, że warsztat był potrzebny. Dla mnie największa wartość leży jednak gdzieś indziej – po latach zbierania doświadczeń, mogę podzielić się wiedzą dalej i w prosty sposób przekazać moje odkrycia z doktoratu, dzięki którym wiedza zmienia się w działanie.

Nie było łatwo, ale było fajnie

Łączenie pracy naukowej (pisanie doktoratu, udział w konferencjach naukowych i prowadzenie zajęć na uczelni) z biznesem okazał się jednak trudny. Mam za sobą kilka poważnych załamań, kiedy zwątpiłam, że dalsze działanie ma sens. Przeskakiwanie z teorii do praktyki też okazało się niełatwe. Większość dnia pisałam dysertację, by potem przejść do świata biznesu online, redakcji i konsultacji. Pomijam fakt, że tworzenie wywodu naukowego i tekstów marketingowych to kompletnie odrębny rejestr stylistyczny, między którym czasem trudno się przełączyć. Posypało mi się zdrowie, miałam dosyć siedzenia w domu i momentami marzyłam o etacie. Jednak we wrześniu, gdy miałam za sobą już większość pracy nad doktoratem, wynajęłam biurko w coworkingu. Niby drobiazg, ale w końcu mogłam w ciągu dnia mogłam pogadać z innymi ludźmi (a nie tylko dyskutować z psem, chociaż czasem jego punkt widzenia był interesujący), powymieniać doświadczenia i oddzielić sprawy naukowe od biznesu. Jednak nie zamieniłabym własnej działalności na nic innego, pomimo ciągłych, nie zawsze fajnych wyzwań. Straciłam ważnego klienta, wkurzały mnie reklamy na Facebooku, czasem nie miałam pomysłu na rozwiązanie problemów. Jednak sygnały ze świata zewnętrznego (jak zaproszenie na TEDxKatowice i wygłoszenie prelekcji o self-publishingu lub zadowoleni klienci) utrzymywały mnie w tym, że działam dobrze. Poznałam niesamowite i wspierające osoby, przyjaciół i znajomych ze świata online – jak chociażby Edyta Niewińska – które mocno mi kibicowały na każdym kroku. Moja rodzina była źródłem wyrozumiałości i wsparcia, którego bardzo potrzebowałam. Przyjaciele nie zawiedli i godzinami wysłuchiwali mojego marudzenia. I dałam radę, chociaż było trudno. Teraz doceniam, że mogę czasem popracować z łóżka, niespiesznie pijąc kawę i ciesząc się, że nie mam nad sobą szefa. A każdego dnia mogę uczyć się nowych rzeczy oraz robić to, co lubię i co sobie sama zaplanuję. Z dowolnego miejsca na świecie – sprawdzanie tekstu znad basenu na Sycylii było z pewnością fajnym przeżyciem. Mam wrażenie, że niezależnie od projektu, dobrych chęci szefa i wynagrodzenia, potrzebowałam po prostu pracy na swoim. I każdy dzień, chociaż ciężki, był wartościowy, bo działałam po swojemu.

Dalsze plany?

Mam kilka mocnych postanowień. Chcę uregulować rytm pracy. I chociaż zawsze wychodzę od teorii do działania (czyli wszystkie moje działania naukowe dają mi pomysły i siłę do dalszego rozwoju biznesowego), chciałabym podzielić swój czas pomiędzy te dwie aktywności, skoro złapałam stabilizację na jedynym i drugim polu. Chcę mądrzej działać w sieci, dalej się uczyć (pierwszy kurs biznesowy Kaśki Żbikowskiej JUMP wyrwał mnie z butów, a mastermind Olgi Siekierskiej ustawił plany biznesowe na kolejne miesiące), ale wydzielić czas na tak zwane życie prywatne. Skończyć z pracą po 12 godzin dziennie i w weekendy, więcej odpoczywać. I pisać. To dla mnie zaskakujące, ale brakuje mi pisania – tekstów krytycznoliterackich, naukowych, ale myślę też o prozie. Kilka najbliższych miesięcy upłynie na pewno na redagowaniu kolejnych książek niesamowitych autorów, biorę udział w projekcie charytatywnym „Czytamy dla mamy”, będę konsultować i recenzować, jednak od stycznia zaplanowałam kilka kursów (podstawowy skład e-booka i mastermind dla self-publisherów). Z pewnością zrobię drugą edycję kursu „Wydaj swoją książkę”. A dalej? No cóż. Zastanowię się nad nimi na dawno odkładanym urlopie – pod koniec listopada znikam na 3 tygodnie, zarzucam plecak i jedziemy zwiedzać Wietnam. Ponoć najlepsze pomysły przychodzą, gdy odpoczywamy, a odpoczynku bardzo potrzebuję.

 

Dziękuję, że ze mną byliście w tym roku! Bez Was by się nie udało <3

ZapiszZapisz

ZapiszZapiszZapiszZapiszZapiszZapisz

Zapisz się!

Chcę być informowany/a o zbliżających się wydarzeniach organizowanych przez Kingę Kasperek

FreshMail.pl