Redaktor i korektor w powszechnej opinii “poprawiają przecinki”. Czym się różni ich praca? 

Jak rozróżnić redaktora od korektora? Pisząc najogólniej, korektor zajmuje się wyłącznie poprawnością językową, a redaktor poprawnością językową i dodatkowymi niuansami, które wpływają na ostateczny kształt książki.

Redaktor współpracuje ściśle z autorem i poprawia pierwszą wersję tekstu. Poza poprawnością językową, poprawia styl autora oraz może sugerować o wiele szersze zmiany, jeśli są potrzebne. Jeśli np. autor pomylił imię drugoplanowego bohatera, zaplątał się w opisie lub ułożył akapity tak, że ich struktura utrudnia czytanie – wtedy wkracza redaktor. Może zasugerować inne tytuły rozdziałów, inny układ książki, rozwinięcie pewnych wątków (jeśli są niejasne). Zawsze, gdy myślę o pracy redaktorskiej mam przed oczami taki oto obraz: dumny autor oddaje tekst, a potem wkracza redaktor, który go rozrywa, docina, dokleja i zszywa na nowo. Może to nieco drastyczne i trzeba mieć na uwadze, że nie wszystkie teksty potrzebują tak szeroko zakrojonych poprawek. Redaktor ma jednak za zadanie wyciągnięcie z tekstu tego, co najlepsze i przygotowanie wersji zrozumiałej dla czytelnika. Za książkami, które świetnie nam się czyta, często stoją utalentowani redaktorzy. Nie sugeruję, że ich rola jest ważniejsza od autora! Jednak autor, czasem w lekkim szale twórczym, może nie zwrócić uwagę na takie “drobnostki”, jak niedomknięcie jakiegoś wątku. Takie przeoczenia są możliwe – gdy konstruujemy wielopoziomową fabułę, z dużą ilością bohaterów łatwo się pomylić, albo o czymś zapomnieć. George R. R. Martin ma na pewno doskonałych redaktorów. Jeszcze jest jedna sprawa. Redaktor może być prowadzący, merytoryczny, techniczny, naukowy i w końcu językowy (dziś skupiam się na tym ostatnim). Każdy ma inną rolę w procesie wydawniczym, chociaż ze względu na nazewnictwo często są myleni.

A teraz przejdźmy do korektora. Znów upraszczając, korektor to osoba od błędów językowych. W różnych wydawnictwach przyjmowana jest różna specyfika. Czasem korektę robi się zaraz po redakcji (gdy autor zaakceptuje zmiany), czasem dopiero na próbnym wydruku (korekta na “szczotkach”). Najlepiej, gdy tekst poprawiony jest i tak, i tak – wtedy mamy małą szansę na przepuszczenie błędu. Korektor walczy więc z błędami ortograficznymi, gramatycznymi i interpunkcyjnymi. Musi być bardzo dokładny – nawet gdy redaktor przez przypadek nie zauważy jednego błędu, jest szansa, że wyłapie go korektor. A gdy korektor opuści… Wtedy czytelnik może wyłapać błędy, a to już nie jest dla nikogo komfortowe. Oczywiście, pamiętajmy – nie ma książek bez błędów. Zawsze znajdzie się jakiś zbędny/brakujący przecinek, powtórzenie i literówka. Ważne jednak, aby było ich jak najmniej. Błędy powinny też zostać wyłapane w kolejnym wydaniu. Zostawmy jednak ten aspekt i wróćmy do zadań. Korektor ma prawo poprawić każde zdanie, jeśli jest ono niezrozumiałe. Lub gdy ma do czynienia z błędem. Nie może jednak za bardzo ingerować w tekst, gdy nie podoba mu się styl/budowa zdania, jeśli jest ono poprawne. Po prostu ma dokładnie sprawdzić i wyłapać błędy.

Mamy tekst i chcemy, żeby był poprawny. Wybrać korektę czy redakcję? Redakcję, gdy tekst jest dłuższy. Zawsze jest szansa, że gdzieś się powtórzyliśmy, zgubiliśmy wątek, coś nam się pomieszało. Na pewno redakcja jest konieczna w wypadku książki, dłuższego artykułu. Korektę, gdy tekst jest krótki. Np. na ulotkę, stronę internetową. Jeśli mamy do czynienia z długim lub ważnym tekstem – najlepiej jedno i drugie. A gdybyś szukał redaktora… 🙂