Dwa lata temu, analizując ofertę księgarń e-bookowych i różnych usprawnień (jako abonament, kupowanie książki na strony itd.), doszłam do jakże szokujących wniosków – rynek e-booków rozwija się, a osoby za nim stojące bardzo chcą iść nam na rękę. I przekonać nas do korzystania z takiej formy literatury. Dziś jestem tego pewna.

A wszystko za sprawą trzech niedawnych odkryć i nowości: czytnika sprzedawanego razem z dostępem do wszystkich e-booków w Legimi, portalu self-publishingowego Ridero, pozwalającego na bardzo profesjonalny i samodzielny skład książki oraz portalu Shebooks – sprzedającego bardzo krótkie i kobiece nowelki. Co łączy te wszystkie strony? E-booki, pomysł na wykorzystanie nowych technologii i dostosowaniu się do potrzeb czytelników. Nie dość, że dostajesz fajny czytnik, to możesz przeczytać na nim wszystkie e-booki z księgarni (oczywiście, opłacając abonament) – Legimi. Napisałeś książkę i chcesz ją złożyć? Uzyskasz wyjątkowo profesjonalny efekt i skład w 3 formatach, jeśli skorzystasz z Ridero. Wystarczy kilka kliknięć. Coś lekkiego do poczytania na wieczór? Weź do ręki krótki tekst napisany przez kobietę dla kobiet, w sam raz na wieczorną lekturę.

Coś się zmienia, a ja nie umiem doczekać się kierunku tych zmian. Księgarze i wydawcy decydują się na coraz odważniejsze posuniącia, wkładając coraz więcej narzędzi w ręce czytelnika. Już nie ma mowy o klasycznym marudzeniu “nie mam co czytać”, gdy w twoim e-booku są setki książek, a dodatkowo możesz pożyczyć książkę na kilka dni, kupić ją na strony (TotalBoox), pobrać za darmo, skorzystać z księgarni nastawionej na twój nastrój i gusta. Dodatkowo, każdy może zaistnieć na tym wielkim rynku książki, mając dobry plan (i świetny tekst w zandarzu). Z drugiej strony, jest coś przerażającego w tej ekspansji e-booków. Wyjątkowo łatwo można dostosować elektroniczną formę do naszych potrzeb, zapominając o zasadach złotego podziału, setkach lat dopracowywania topografii i konkretnego układu książki. Nie wierzę, żeby papier miał nas pożegać, ale pomimo niechęci Polaków do e-booków (które wciąż stanowią zaledwie kilkanaście procent spośród sprzedanych książek w ogóle), mam wrażenie, że z czasem wydawcy i księgarze dopracują takie rozwiązanie, że zaczniemy z niego intensywnie korzystać. Coś kliknie. Bo jak dotąd, wszystkie opcje są nakierowane na naszą wygodę i nasz wybór. Sprzedaż e-booków wrasta z roku na rok, największe podmioty wydawnicze inwestują ogromne sumy w nowe technologie i wszyscy stają na głowie, żeby Polakom się spodobało. Myślę, że z czasem się uda. Ale jak e-booki zmienią nasz sposób czytania? Czy ciągła lektura od deski do deski będzie możliwa? Już teraz czytając tekst na tablecie, czytniku, komputerze skaczemy między kolejnymi stronami, korzystamy z Internetu, oglądamy memy. Mam teorię, że Saga Pieśni Lodu i Ognia zdobyła taką popularność, bo teksty są krótkie, treściwe i łatwe. Trzymają w napięciu czytelnika z pokolenia tl;dr. Jeśli technologia będzie zmieniać sposób czytania, czy w elektronicznej formie sięgniemy po Prousta? Coś czuję, że któryś z wydawców potnie go na kawałki, połączy hiperlinkami i sprzeda nam na nowym portalu Proustbooks. W sumie nie jestem pewna, czy to taka zła opcja.

  • Natalia Polkowicz

    Nie będzie tak źle, nadal lubię czytać papierowe książki i mam nadzieję że nawet autorzy korzystający z rozpisani.pl czy innego rodzaju self publishingu nie poprzestaną jedynie na e -bookach