Przydatne narzędzia dla self-publishera

Samodzielne wydanie książki nie jest łatwe. Może jednak stać się proste, jeśli skorzystamy z kilku narzędzi.

Chciałabym polecić Wam najwygodniejsze aplikacje, z których każdy może skorzystać, gdy będzie przygotowywał tekst do publikacji – niezależnie od tego, czy mówimy o bezpłatnym opowiadaniu, tekście naukowym, czy książce. Self-publishing pociąga wielu autorów z powodu braku zasad. Możemy wydać swoją książkę gdzie chcemy i jak chcemy. Jednak taką wolnością czasem łatwo się zachłysnąć. Czytelnicy są zwykle przyzwyczajeni, że książka wygląda w określony sposób. Jest po redakcji, ładnie złożona, z dobrą okładką. Liczba programów pozwalających na dobre przygotowanie książki jest ogromna. Ze wszystkich wypisanych tutaj narzędzi korzystałam i zawsze gorąco je polecam niezależnym autorom. Część z nich przetestowałam podczas pracy ze studentami, gdy na specjalności edytorskiej przygotowywaliśmy publikacje. Z wielu korzystam sama. Gotowi?

Zacznijmy od rzeczy najprzyjemniejszej – pisania. Pracę nad każdym tekstem (czy jest to wpis na bloga, recenzja czy doktorat) zaczynam od zrobienia notatek. U mnie sprawdza się zwykły notes, a właściwie kolekcja notesów. Każdy ma inny cel, jednak generalnie mój system sprowadza się do zrobienia luźnych notatek, potem mapy myśli, a następnie przygotowania dokładnego planu na czysto. Dopiero potem przystępuję do pracy w programach.

  1. Evernote. Tutaj spisuję swój plan, bibliografię, notatki, luźne przemyślenia. Program jest bezpłatny, dostępny zarówno na telefonie, jak i komputerze. Zawsze mam więc dostęp do planu, mogę szybko coś dopisać i zmienić. W Evernocie wygodna jest funkcja folderów – dzięki niej osobno notuję pomysły na bloga, osobno mam uszeregowane pliki związane z doktoratem, osobno te z prowadzonymi projektami. Program jest więc prosty i wygodny, a dodatkowo notatki można dzielić z innymi, co ułatwia pracę w grupie.
  2. Porządny edytor tekstu. Kiedyś Word, dzisiaj głownie Pages. Program koniecznie powinien mieć funkcję sprawdzania pisowni – dzięki temu unikam literówek i oczywistych błędów. Czasem korzystam z Open Office i ich edytora, czasem z Libre Office, ale odkąd mam Macbooka Air, przywiązałam się do Pages. Ważne, żeby plik z tekstem można było eksportować do różnych formatów i pracować w trybie śledzenia zmian. Gdy Twój tekst trafi do redakcji lub korekty, łatwo będziesz mógł zobaczyć wprowadzone zmiany i odnieść się do komentarzy. Bez tego praca na linii autor-redaktor byłaby bardzo trudna.
  3. Scrivener. Moje ostatnie odkrycie. Program można kupić za 45$ (lub 38.25$, jeśli jesteś uczniem, studentem albo sam uczysz). Nie żałuję ani złotówki. Na początek musiałam zobaczyć kilka tutoriali, bo niestety nie jest intuicyjny. Jednak doskonale pracuje się w Scrivenerze nad dłuższym tekstem. Mamy możliwość podzielenia naszej pracy na foldery. Jeden folder może być osobnym rozdziałem, a podrozdziały mogą się składać z kilku plików. Dodatkowo, pliki możemy tagować, komentować, robić dla nich notatki. Wstawianie przypisów jest bardzo łatwe i wygodne. Całość możemy wyeksportować jako jeden ciągły plik tekstowy. Nie ma więc mowy o zagubieniu się w tekście i traceniu czasu na szukanie napisanego już fragmentu. Jednak najbardziej przekonała mnie część robocza, przeznaczona na reaserch. Można w niej również tworzyć foldery i pliki. Szczerze mówiąc, w moim pliku z doktoratem panuje tam twórczy bałagan. Do każdego rozdziału mam utworzony osobny folder, a tam… Załączone artykuły, do których będę się odnosić (wspaniała opcja), osobny plik z wybranymi cytatami, plan rozdziału i podrozdziałów, wyniki badań… Polecam całym sercem.
  4. Dobry Słownik i sjp.pwn.pl. Jeśli dbasz o poprawność językową, pewnie wiesz, że w trakcie pisania czasem można zapomnieć o zasadach języka polskiego… Obudzona w nocy jestem w stanie wskazać poprawną formę gramatyczną, ale gdy piszę szóstą stronę z kolei, czasem muszę zajrzeć do słownika. Korzystam z dwóch miejsc: poradni językowej PWN i Dobrego Słownika. Z poradni, gdy chcę rozstrzygnąć problemy interpunkcyjne lub fleksyjne, a z Dobrego Słownika w każdym innym wypadku. Cenię ich za szeroki korpus synonimów, intuicyjną stronę i ładny design, połączony z rzeczową wiedzą.

Jestem graficznie trochę niesprawna. Wolę skorzystać z usług utalentowanych grafików, ale czasem trzeba coś przygotować na szybko.

  1. Canva. Gdy nie mam pod ręką zdolnych grafików, korzystam z Canvy. To wygodne i bezpłatne narzędzie, które pozwoli szybko zaprojektować całkiem ładną okładkę książki (lub graficzny post na Facebooka). Minusem jest mały wybór fontów z polskimi znakami, ale te dostępne też są całkiem niezłe. Koniecznie skorzystajcie ze zdjęć ze stocków. Świetny wpis na ten temat przygotował Jacek Kłosiński.

 

Bez składu plik tekstowy nigdy nie stanie się książką. Mam kilka patentów na szybki i wygodny skład – dla bardziej lub mniej zaawansowanych.

  1. Sigil. Prosty i bezpłatny program do samodzielnego składu EPUB od podstaw (a konwersję do MOBI można zrobić w Calibre). Wymaga znajomości podstaw HTMLa i CSS, bo Sigil lubi sobie czasem sam coś dopisać w kodzie. Jednak po krótkim kursie lub obejrzeniu tutoriali każdy jest w stanie złożyć całkiem przyzwoitego e-booka. Moi studenci, z którymi składamy pliki w Sigilu, co semestr mnie zaskakują. I niech mi ktoś powie, że poloniści nie mają zdolności technicznych!
  2. Epubchecker. Jak już składamy samodzielnie, wypada sprawdzić, czy nie zrobiliśmy błędów. Polecam Epubcheckera. Wygodne i bezpłatne narzędzie, które za każdym razem wypisze nam listę błędów do poprawienia w e-booku. Bądź nie. Takie momenty są najlepsze.
  3. InDesign. Opcja dla nieco bardziej zaawansowanych. I płatna, ale dostępna np. w ramach abonamentu. Nie wyobrażam sobie złożyć książki do druku inaczej niż w InDesignie. Wbrew pozorom praca nad składem nie jest taka trudna, a ja się trochę wycwaniłam i czasem korzystam z makiet, przygotowanych przez grafików. Wtedy tylko dostosowuję je do bieżących potrzeb i jestem w stanie złożyć nieźle wyglądającą książkę do druku. Warto się przełamać i skorzystać z InDesigna, jeśli planujesz druk swojej książki.
  4. Ridero. Inteligentny system wydawniczy, który od stycznia wspieram. Ale zakochałam się w nim dużo wcześniej, w 2015 roku, gdy Ridero wchodziło do Polski. Uwiódł mnie system do składu, za który odpowiedzialna jest sztuczna inteligencja. Wystarczy wrzucić tekst z Worda, wybrać makietę i skład prawie gotowy! Tekst możemy edytować, zmieniać, dopisywać. Każda osoba, która nigdy nie miała nic wspólnego ze składem, jest w stanie w Ridero wygenerować porządnie wyglądającą książkę. System jest bezpłatny, a ściągnięcie plików MOBI i PDF (które możemy wysłać do drukarni i wydrukować z nich książkę) kosztuje 36 zł. Ridero oferuje również bezpłatną dystrybucję do księgarni i inne usługi wydawnicze (sprawdźcie na ich stronie, co jakiś czas pojawiają się nowe).

Czy macie swoje ulubione programy, które usprawniają Wam pracę nad książką? Z chęcią je poznam!

Pst! Kilka dni temu odpaliłam ankietę dla czytelników bloga. Będzie mi bardzo miło, jeśli ją wypełnisz. Zajmie to kilka minut, a pozwoli mi usprawnić pracę, dzięki czemu blog stanie się jeszcze bardziej użytecznym miejscem. Ankieta jest dostępna tutaj. Dziękuję! 🙂

Zapisz się!

Chcę być informowany/a o zbliżających się wydarzeniach organizowanych przez Kingę Kasperek

FreshMail.pl