Czasem nawet miesięczny pobyt za granicą może dużo zmienić w postrzeganiu naszej codzienności. Inna kultura, język, zasady. Wciąż nie mogę ochłonąć po miesiącu stażu naukowego na Uniwersytecie w Lund. Mogłam doświadczyć kompletnie innego system studiów doktoranckich, poszerzyć horyzonty i przeprowadzić kilkanaście inspirujących rozmów. I chociaż chciałabym się tym wszystkim podzielić, wiem że nie streszczę tego wszystkiego w jednym wpisie. Dzisiaj to, co najważniejsze – warto wyjechać na studia za granicę, chociaż na krótki czas.

Nie chodzi nawet o poznawanie nowego miejsca, zwiedzanie i przygodę. Zawsze marzyłam o studiach za granicą, ale moja miłość do literatury polskiej okazała się większa. Nie żałuję swojego wyboru, ale zawsze chciałam się skonfrontować z zagraniczną uczelnią. Cieszę się, że miałam ku temu okazję. Miesiąc w Instytucie Historii Książki był bardzo inspirujący, głównie dzięki mojej opiekunce – prof. Kristinie Lundblad – i pracownikom. Mogłam skonfrontować swoje wyniki badań, poszukać nowych publikacji z interesującej mnie dziedziny i w spokoju poczytać. Od początku studiów doktoranckich pracuję, więc taki moment chwilowego wyłączenia się był cenny. Jednak najfajnieszym elementem była możliwość rozmowy z naukowcami (i specjalistami w mojej dziedzinie badań) z innego kraju.

Mam wrażenie, że w Szwecji prowadzenie badań bardziej opiera się na dyskusji, niż w Polsce. Zaczynając od seminarium, gdzie przedyskutowałam moje tezy i usłyszałam masę przydatnych informacji zwrotnych, po mniej formalne rozmowy. W Szwecji większość projektów naukowych jest zbiorowa, doktoranci muszą dwa razy do roku przed kolegami wygłosić wykład o postępach prac, a budujące (chociaż i krytyczne) komentarze są obowiązkowe. Co ważne, dyskutują nie tylko specjaliści z konkretnej dziedziny – dla mnie ważne były uwagi studentki etnografii, która otwarła mi oczy na kompletnie inną, a przydatną metodologię. Studia doktoranckie w Polsce są bardziej indywidualne, a dla wielu doktorantów jedną możliwością rozmowy jest w zasadzie konferencja (wydarzenie rzadsze i bardziej oficjalne w Szwecji). Przyznam, że będzie mi brakowało takiego podejścia do studiów.

Inną kwestią jest elitarność studiów doktoranckich – zamiast kilkunastu doktorantów co roku przyjmowanych do Instytutu, studia może zacząć jeden lub dwóch. Niektórzy czekają na nie latami, zaczynając doktorat u szczytu swojej kariery zawodowej. W takim układzie, zamiast stypendium dla najlepszych, doktorant może liczyć na stałą i pewną pensje, przez co studia III stopnia z dziwnego hobby (uprawianego często po godzinach, jak w moim wypadku), zamieniają się w zwykłą pracę. Gwarantowaną przez trzy lata. I chociaż to tylko ekonomia, robi ona ogromną różnicę.

Zaczynając od tego, że naukowe zobowiązania student może potraktować poważnie, pracując nad swoją dysertacją 8 godzin dziennie, nie martwiąc się o środki na życie. Polski doktorant albo dostaje niskie stypendium przez 10 miesięcy w roku (w ciągłej niepewności, czy zostanie mu przyznane w następnych latach), rozprasza się zleceniami, jest skazany na wsparcie finansowe bliskich lub pisanie doktoratu po godzinach i w weekendy (jeśli pracuje na etacie). Jestem przekonana, że ciągła niepewność lub zmęczenie ma wpływ na jakość pisanych przez nas rozpraw doktorskich. Znam zbyt wielu doskonałych młodych naukowców, którzy zrezygnowali ze studiów ze względów finansowych.

Uniwersytet w Lund gwarantuje wiele komfortowych rozwiązań dla doktorantów, nie tylko finansowych. Własna przestrzeń (pokój do pracy) nie jest normą na polskich uczelniach. Wydział otwarty przez całą dobę i biblioteka czynna w weekendy. Znów nic wielkiego, jednak takie usprawnienia pozwalają na pełen komfort pracy. Nie chcę narzekać, nie żałuję podjęcia studiów doktoranckich na Uniwersytecie Śląskim i każdy etap pracy nad pracą doktorską jest dla mnie źródłem przyjemności (no, może poza poprawieniem napisanego już tekstu i uzupełnianiem przypisów, które zawsze robię w pośpiechu). Jednak zderzenie się z rzeczywistością szwedzkiego uniwersytetu było pozytywne, a zarazem przygnębiające. Myślę, że nie potrafiłabym zrezygnować z pracy zawodowej tylko dla studiowania (zbyt często praca zawodowa zazębia się z moimi badaniami, z korzyścią dla obu sfer), ale czym innym jest przymus pracowania. Dobrze mieć czas, środki i przestrzeń do poświęcenia się badaniom naukowym i akademickiej dyskusji. Jednak oferowany czas i możliwości należy jak najlepiej wykorzystać, dlatego nie planuję zbytnio narzekać podaczas weekedowej pracy naukowej (albo chociaż: zbyt często). A do Lund mam nadzieję, że wrócę. Tymczasem muszę posegregować przywiezioną bibliografię i przygotować się na Targi Książki we Frankfurcie.

Zapisz się!

Chcę być informowany/a o zbliżających się wydarzeniach organizowanych przez Kingę Kasperek

FreshMail.pl