Kongres Lemologiczny

Ponad miesiąc temu zostałam wysłana przez magazyn „Opcje” na Kongres Lemologiczny LINK we Wrocławiu, żeby przygotować relację. Wróciłam z otwartą głową i reaktywowaną miłością do Kosmosu. I Lema.

Ponad miesiąc temu zostałam wysłana przez magazyn „Opcje” na Kongres Lemologiczny LINK we Wrocławiu, żeby przygotować relację. Wróciłam z otwartą głową i reaktywowaną miłością do Kosmosu. I Lema.

Lema ostatni raz czytałam chyba w liceum. Mam wrażenie, że każdy z nas załapał się na „Solaris”, „Bajki robotów” i któreś z opowiadań o pilocie Pirxie. Chociaż robota była czysto reporterska (a niebawem w „Opcjach” będziecie mogli przeczytać moją relację), dużo wyciągnęłam dla siebie. Po pierwsze, zaczęłam doceniać utwory science fiction, a na pewno te w wykonaniu Lema. W konflikcie fantasy vs science fiction zawsze wybierałam to pierwsze. Nawet pracę magisterską napisałam o „Sadze o zbóju Twardokęsku” Anny Brzezińskiej (czytając krytyką feministyczną), a podobny sposób przeanalizowałam potem sagę wiedźmińską Sapkowskiego. Potem przyszły studia doktoranckie i jakoś przestałam czytać fantastykę, czasem tylko oglądając kinowe blockbustery i oczywiście śledząc seriale. Kongres przypomniał mi, za co fantastykę kocham – za alegoryczność i pokazywanie człowieka w momencie granicznym.

Myślę, że Lem jest niekwestionowanym królem polskiego science fiction. Nie dość, że wyznaczył swoim pisarstwem bardzo wysoki standard dla gatunku (nie wiem, czy dzisiejsi pisarze są tak dobrze wykształceni i na bieżąco z nowinkami naukowymi), to w dodatku jego prozie bliżej do literatury pięknej, niż popularnej (ze względu na styl i poruszane problemy). Lem kompletnie się nie dezaktualizuje, a wręcz przeciwnie – przewidział rozwój technologii i konsekwencje, których dziś doświadczamy. Być może do Lema i jego prozy należy dorosnąć. Na pewno nie należy do łatwych, poznanie pewnych kluczy i oswojenie się z jego językiem jest trudne. Ale warto.

Zafascynowały mnie debaty, gdzie głos oddano przedstawicielom nauk przyrodniczych. Ich sposób mówienia o literaturze i o samym Lemi, był kompletnie odmienny od rozmów o literaturze, jakie znam. Nigdy nie zastanawiałam się, czy teorie naukowe przedstawione w sf mają sens. Ścisłowcy się zastanawiają  i jak się okazuje, Lem pisał niemalże bezbłędnie, respektując prawa fizyki.

Zakupiłam więc powieści i zabrałam się do lektury. I mam tylko taką myśl nieprzystojną, że gdybym jakimś sposobem została sławna, gdyby jakimś sposobem mieli kiedyś debatować o mojej twórczości po mojej śmierci, chciałabym, żeby wspomnieli o mojej miłości do masła orzechowego. Bo jednak inaczej słucha się o wielkim autorze, który tworzył rzeczy piękne, pisał niesamowite powieści i eseje, był naukowcem-samoukiem, a przy tym miał słabość do marcepanu. Takiego Lema czyta się nawet chętniej.

Zapisz się!

Chcę być informowany/a o zbliżających się wydarzeniach organizowanych przez Kingę Kasperek

FreshMail.pl