Jak zarobić na bezpłatnej książce?

Finalizuję pracę nad doktoratem i piszę właśnie rozdział o nowej ekonomii w kontekście self-publishingu. Przypomniałam więc sobie książkę Chrisa Andersona „Free. The Future of Radice Price”, w której autor pisze, dlaczego „za darmo” stało się popularną ceną za dobra cyfrowe i jak na bezpłatnych produktach można zarobić. Opisuje różne modele biznesowe (w tym Google, World of Warcraft i Wikipedię), by udowodnić, że na bezpłatnych produktach można całkiem nieźle zarobić. A „za darmo” staje się popularną walutą w cyfrowym świecie.

Jak to jednak ma się do książek? Czy można zarobić na bezpłatnej książce? W wypadku książek papierowych byłoby to trudne. Ale z e-bookami sprawa wygląda już inaczej. Jak wszystkie dobra cyfrowe możemy udostępniać je za darmo – czy ze stron portali self-publishingowych, czy umożliwiając ich pobrania z naszych stron www lub social mediów. I chociaż takie przygotowanie książki nigdy nie odbywa się bez ponoszenia kosztów (musimy wliczyć czas poświęcony na napisanie, wydanie, promocję, koszty redakcji i opracowania graficznego, opłacenia domeny oraz serwerów itd.), udostępnienie swojego e-booka w sieci może być dobrym pomysłem, który umożliwi autorom zwiększenie zarobku.

Jak to osiągnąć? Anderson pisze o kilku modelach biznesowych, które można spokojnie zastosować do e-booków.

Bezpłatny e-book + płatna wersja papierowa

Zasada jest prosta. E-booka udostępniamy za darmo, książka papierowa jest płatna. Dzięki takiemu rozwiązaniu do zakupu publikacji możemy przekonać osoby, które nie znają naszej twórczości i nie wiedzą, czy „opłaca im się” kupować nasze książki. Pomysł bazuje na założeniu, że książki w większości czytamy w tradycyjnej formie (jak wskazuje ostatni raport Biblioteki Narodowej). Zainteresowany czytelnik prawdopodobnie kupi więc wersje papierową – aby pokazać swoje uznanie dla twórcy lub po prostu przeczytać interesującą treść w wygodniejszym formacie.

Jest to dobre rozwiązanie dla autorów, którzy mają już swoje grono odbiorców, ale chcą ich zachęcić do np. nowej serii. Przy takim modelu biznesowym warto w komunikacji z czytelnikiem podkreślać, że kupując naszą książkę pozwoli nam zarobić na naszej pracy i pokazuje w ten sposób, że treść jest wartościowa. Warto zaryzykować. Nie wiem jak Wy, ale ja zakładam, że ludzie z natury są dobrzy i takie rozwiązanie powinno ich przekonać.

Bezpłatny e-book + płatna wersja specjalna

Ten model opiera się na założeniu, że udostępniamy e-booka za darmo, ale wersję rozszerzoną (też w formie elektronicznej) już sprzedajemy. Co może zawierać wersja rozszerzona? W wypadku poradnika – np. zestaw ćwiczeń lub propozycje gotowych rozwiązań problemu, o którym piszemy. A w wypadku prozy – np. prolog i epilog. Możliwości są tutaj w zasadzie nieograniczone, jednak planując taki model należy wziąć po uwagę, żeby część płatna była faktycznie warta wydawanych przez czytelnika pieniędzy. To dobre rozwiązanie dla twórców poradników i pisarzy, którzy potrafią rozpalić wyobraźnię czytelnika (kto z Was nie chciałby przeczytać epilogu “Sagi wiedźmińskiej”?).

Bezpłatny e-book + płatne usługi

Rozwiązanie z którego korzystam poniekąd ja, wielu blogerów i biznesmenów. Przekazujemy wiedzę za darmo (u mnie w formie bloga, a nie książki, ale kto wie?) i płatnie świadczymy usługi. Tak też zarobkuje Chris Anderson, którego książkę „Free. The Future of Radical Price” można przeczytać online (tutaj link), ale za konsultacje i prelekcje się płaci. Bezpłatna książka niejako poświadcza o naszej wiedzy, pokazuje nasze możliwości, ale za czas poświęcony na realizację usługi pozwala pobrać pieniądze. Moim zdaniem uczciwe rozwiązanie, które trudniej zastosować w wypadku beletrystyki.

Bezpłatny e-book + zarobek na kolejnych książkach

I tutaj pomysł dla początkujących pisarzy – pierwszą książkę można opublikować bezpłatnie i za jej pomocą zainteresować czytelników lub potencjalnych wydawców. Nic nie stoi na przeszkodzie, by na kolejnych publikacjach już zarabiać, jeśli naszą pracą wzbudzimy wcześniej zainteresowanie.

 

Dlaczego bezpłatne e-booki mają sens? Pozwalają zbudować zainteresowanie wobec autora, przekonać do jego twórczości i pozytywnie zaświadczyć o posiadanej wiedzy oraz umiejętnościach. Anderson pisze, że informacja chce być wolna. Dlatego też piractwo w Internecie jest tak popularne – pobieranie nielegalnych plików nie kojarzy się z faktyczną kradzieżą, bo nie zdobywamy w ten sposób fizycznego przedmiotu. Martha Woodmansee pisała, że przed powstaniem prawa autorskiego uważano, iż wszelka twórczość literacka jest dobrem wspólnym całego społeczeństwa i autor tylko spisuje co wymyślili wspólnie wszyscy, stąd nie zasługuje na zapłatę. Chociaż prawo autorskie uregulowało te kwestie, wciąż wielu uważa, że za elektroniczne pliki nie warto płacić. Tutaj rozwiązaniem są więc bezpłatne e-booki, za które czytelnik płaci jednak zainteresowaniem oraz uwagą. A już raz zainteresowany i przekonany być może z chęcią zapłaci autorowi za coś innego. Dlatego za darmo stało się potężną ceną, przynoszącą wielu zysków, z której mogą korzystać również autorzy.

  • Tomasz Węcki

    Z własnego oświadczenia powiem, że opcja “darmowy e-book + płatny papier” nie działa. Moim e-bookiem zainteresowało się już grubo ponad 3000 osób, podczas gdy książkę kupiło około 150. Konwersja na poziomie 5% to bardzo zły wynik. Świadczy o tym, że darmowa wersja pożera zyski z płatnej.

    Żeby nie przedłużać, powiem tak: w wypadku literatury darmowa wersja opłaca się tylko w dwóch przypadkach. Po pierwsze, gdy za free oddajemy bardzo okrojoną wersję produktu, w gruncie rzeczy zajawkę. Po drugie, gdy chodzi wyłącznie o zbudowanie zasięgu, a autor tak naprawdę zamierza zarabiać na kontynuacjach i reedycjach.

    • Może po prostu nie była wystarczająco dobra, aby wydać na nią pieniądze? Darmowy ebook to fajny sposób na zweryfikowanie jakości książki i w tym przypadku właśnie takiej weryfikacji mogła ona zostać poddana.

      • @tomaszwcki:disqus , bardzo ciekawe jest to, co piszesz, szczególnie odnośnie konwersji. Dziękuję za podzielenie się danymi! Anderson bierze taką sytuację pod uwagę, ale optymistycznie zakłada, że bezpłatny e-book zwiększa zasięg, a fani i tak zapłacą. Widać, że rzeczywistość (jak to często bywa) ma się nijak do teorii. @Michal_Malysa:disqus też myślę, że to dobry pomysł, ale nie zakładałabym, że to wina książki. Być może należałoby przeanalizować komunikację, dystrybucję książki papierowej (strzelam – być może idealny model nie rozwiązałby problemu), albo założyć, że trafiła się po prostu specyficzna społeczność, która nie chciała płacić. Jednak w Polsce takie modele wciąż są nowe i wielu wykorzystuje okazję, że skoro coś jest za darmo, niech tak zostanie, nie myśląc o zarobku twórcy.

      • Tomasz Węcki

        @Michal_Malysa:disqus – argument “najwyraźniej nie byłeś wystarczająco dobry” jest wart niewiele, nie tylko w tym kontekście, ale w ogóle. Równie dobrze możesz mówić ludziom, że pracując ciężko zostaną milionerami, a skoro nie zostali – to nie pracowali ciężko. Jeśli sposób nie ma szans zadziałać, to nie zadziała niezależnie od starań. @kingakasperek:disqus – obawiam się, że problem jest z samą koncepcją. Zastanów się: po co masz płacić za coś, co jest za darmo? Sprawa opłaca się dopiero wtedy, kiedy dostajesz coś ekstra. Najwyraźniej sama książka papierowa nie jest wystarczająco ekstra w porównaniu do e-booka.

        • No właśnie koncepcja płacenia ekstra za coś, co jest za darmo, zakłada, iż jest to wystarczająco dobre, aby chcieć wydać pieniądze, aby chcieć nagrodzić autora za jej napisanie. I wystarczająco dobra oznacza w tym przypadku cholernie dobrą książkę – bo tylko taka jest warta poświęcenia nań pieniędzy.

          • Tomasz Węcki

            Słuchaj, napisz cholernie dobrą książkę, oddaj ją za darmo i świeć przykładem. Bez tego dysponujesz tylko miło brzmiącą hipotezą. Ja mam dane, które wskazują, że w wypadku przyzwoitej książki oddawanie e-booka za darmo daje bardzo słabe rezultaty.

            Dodam przy okazji, że oprócz możliwości kupna papieru, zaoferowałem też możliwość przesłania darowizny – ot tak, za nic. Z wdzięczności. Jeśli brać jako bazę zasięg e-booka, około 2-3% czytelników z tego skorzystało.

            To w sumie i tak więcej, niż się spodziewałem. No i oczywiście fajnie mieć kilka stówek “za nic”. Tyle że to dalej jest raptem kilka procent konwersji, nawet licząc wszystko razem. Naprawdę o wiele łatwiej zarobić w tradycyjnym modelu, tzn. żądając zapłaty z góry. Moim zdaniem, w takim modelu byle gniot zarobi więcej niż najpiękniejsza z powieści.

          • @Michal_Malysa:disqus czytałeś książkę Tomasza? Ja przyznaję się, że nie. I myślę, że zakładanie, że to wina treści, zwalniałoby trochę czytelnika z odpowiedzialności. Znam świetnie napisane książki, które się nie sprzedają i nie jest to wina ani autora, ani wydawnictwa (jeśli wydaje w wydawnictwie). Mnie te dane bardzo zaintrygowały, bo pięknie obalają hipotezę Andersona. Zastanawiam się, co musiałoby się wydarzyć, aby czytelnik z chęcią kupił książkę, którą już przeczytał. I czy taki model ma miejsce bytu tylko w sytuacji, gdy autor ma 1000 baardzo oddanych i płacących fanów (o tym akurat pisał Kevin Kelly w “1,000 True Fans”). A żeby mieć takich fanów, trzeba mieć gigantyczną i bardzo oddaną społeczność – tak sądzę, chociaż wiem, że Spisek Pisarzy może się taką pochwalić.

          • Tomasz Węcki

            Społeczność społecznością – z fanami też trzeba się umieć obchodzić. 🙂 Jeżeli chcemy zarobić na “oddawaniu za darmo”, nie można liczyć tylko na cudzą wdzięczność (jakkolwiek miła by ona nie była). I nie mówię, że Anderson plecie bzdury, bo IMO zauważył faktycznie istniejącą zależność – ludzie chętniej kupią coś od człowieka, którego lubią. Tyle że oddawanie swojej pracy za darmo to element promocji, budowania zasięgu i rozpoznawalności. A nie sprzedaży. Jeśli chcesz sprzedać, musisz się upewnić, że nie da się towaru dorwać inaczej, niż na Twoich zasadach.