Jak wygląda praca redaktora prowadzącego? Wywiad z Agnieszką Urbanowską

Agnieszkę Urbanowską poznałam, gdy zaczęłam pracę w Wydawnictwie Otwartym. Zajmowała się wtedy prowadzeniem i nabywaniem tytułów młodzieżowych. Ma za sobą solidne doświadczenie i kilkadziesiąt książek, nad którymi pracowała. Dzielnie odpowiadała na moje pytania przez pierwszych kilka (no, może kilkadziesiąt) tygodni i wprowadzała mnie w tajniki zawodu. Razem z wypiekami na twarzy oglądałyśmy listy bestsellerów Empiku i dyskutowałyśmy o potencjałach sprzedażowych propozycji wydawniczych, które do nas napływały. Z czasu pracy w Wydawnictwie Otwartym najbardziej pamiętam satysfakcję z pierwszego zakupionego tytułu, szaleństwo na Targach Książki we Frankfurcie i niekończące się analizowanie rynku książki. Praca redaktora prowadzącego pomogła mi lepiej zrozumieć rynek, sposób funkcjonowania wydawnictw i dzięki niej zdobyłam kilka bezcennych umiejętności. Aga wciąż walczy na froncie, prowadząc kolejne i kolejne publikacje, które możecie zobaczyć na kolejnych listach bestsellerów.

b

Czym zajmuje się redaktor prowadzący? Agnieszka Urbanowska odpowie dzisiaj na wszystkie, dręczące początkujących i przyszłych pisarzy pytania, zdradzając nieco kulisy pracy redaktora prowadzącego.

Czy mogłabyś opowiedzieć na czym polega praca redaktora prowadzącego w wydawnictwie?

Redaktor prowadzący nadzoruje proces powstawania książki. W jakim zakresie to robi – to zależy od wielkości danego zespołu i organizacji pracy w wydawnictwie. W mniejszych oficynach zdarza się, że opiekuje się książką od A do Z, od pomysłu i negocjacji z autorem/agentem, poprzez samodzielną redakcję językową i nadzorowanie projektu okładki, po wybór papieru i zatwierdzanie książki do druku. W większych lub inaczej zorganizowanych wydawnictwa w praktyce udział bierze w tym kilka osób, wówczas np. sprawdzanie poprawności składu leży już po stronie redaktora technicznego. Nawet wówczas jednak redaktor prowadzący ma być osobą, która „spina” poszczególne etapy i jest odpowiedzialna za realizację koncepcji książki. Stąd funkcja redaktora zbliżona jest do roli project managera czy kierownika projektu.

Redaktor nie zawsze zajmuje się podpisywaniem umów wydawniczych. Czy mogłabyś opowiedzieć o redaktorze inicjującym? 

Tu również nie ma jednego modelu, bo w niektórych wydawnictwach redaktor prowadzący jest również redaktorem nabywającym. W innych funkcje te są rozdzielone. Zdarzają się też oficyny, w których prawa pozyskuje szef wydawnictwa, a redaktora nabywającego nie ma, bądź jego rola ogranicza się do funkcji pomocniczych i wspierających, więc jego realny wpływ na decyzje wydawnicze jest niewielki. Jednak często redaktor nabywający jest kluczową osobą, której zainteresowanie i wiara w dany tytuł otwiera drogę dla publikacji.

Redaktor redaktorowi nie równy?

Jeśli ktoś chce zostać redaktorem w wydawnictwie, lubię dopytać co ma na myśli: czy interesuje go redagowanie książek (czyli praca nad tekstem, przeważnie językowa), koordynowanie procesu wydawniczego, czy też nabywanie tytułów. Nic nie stoi oczywiście na przeszkodzie, by rozwijać się we wszystkich trzech kierunkach i pełnić potem taką potrójną rolę, jednak w praktyce wymagają one dość różnych kompetencji.

Jak zostałaś redaktorem prowadzącym?

Wzięłam udział w otwartej, kilkuetapowej rekrutacji, ogłaszanej na branżowych portalach, w której Wydawnictwo Otwarte poszukiwało redaktora. Podczas rekrutacji sprawdzano wiedzę i kompetencje przydatne w pracy na tym stanowisku.

Jak wygląda proces nabywania nowych tytułów? Na co wydawnictwo zwraca uwagę?

Pod uwagę bierze się tekst danej książki. Uogólniając: czy jest dobrze napisana, budzi zainteresowanie, wyróżnia się czymś. Oraz czynniki dodatkowe. W przypadku książek obcych czynnikiem tym może być: sprzedaż w innych krajach (jeśli dany tytuł trafił na listy bestsellerów zagranicą, prawdopodobieństwo, że spodoba się czytelnikom i w Polsce rośnie), liczba krajów, w których książka się ukazała, czy sprzedane prawa filmowe z dużą szansą na ekranizację.

W obu przypadkach zwraca się uwagę na poprzedni dorobek autora, nie bez znaczenia jest też tematyka, gatunek czy przynależność do nurtu, który cieszy się lub może w przyszłości cieszyć się zainteresowaniem czytelników. A przede wszystkim „sprzedawalność” – to znaczy, czy jest szansa na to, że książka zaistnieje na polskim rynku.

Wszystkie teksty przechodzą w wydawnictwie wstępną selekcję. Z bardzo wielu propozycji redaktor wybiera te, które według niego mogą mieć potencjał (np. na podstawie opisu fabuły i/lub informacji na temat danego tytułu, autora), po czym kieruje je do jednej bądź kilku recenzji wewnętrznych. Czasem od razu sam czyta, nie czekając na recenzje. Jeśli wrażenia lekturowe są pozytywne, a redaktor uważa, że książka dodatkowo zainteresuje szersze grono czytelników w Polsce i ma szansę być udaną inwestycją, rekomenduje ją do wydania, czemu najczęściej towarzyszy jakaś forma dyskusji wewnątrz wydawnictwa. Potem następują ewentualne negocjacje warunków umowy licencyjnej.

Jaki element procesu wydawniczego jest według Ciebie najważniejszy?

Nie sądzę, by można było wybrać jeden, to system naczyń połączonych. Najważniejsze wydają mi się: pozyskanie praw do odpowiedniej książki (reszta nie pomoże, jeśli tekst nie ma w sobie potencjału), dobre tłumaczenie i redakcja (wbrew wielu opiniom uważam, że dobrą książkę można naprawdę zepsuć kiepskim przekładem), odpowiednia strategia promocyjna i komunikacyjna (szeroko rozumiana, również jako dobór okładki i polskiego tytułu – tego chyba tłumaczyć nie trzeba).

Czy którąś z książek, nad którymi pracowałaś, wspominasz ze szczególnym sentymentem?

Dość dobrze wspominam pracę nad książką Wyśnione miejsca Brenny Yovanoff, bo była to jedna z tych publikacji, gdzie równocześnie zagrało wiele elementów: świetna tłumaczka, bardzo dobry redaktor, wkład młodszej redaktorki prowadzącej, która pracowała ze mną przy książce, i doświadczona promotorka (i oczywiście wiele innych osób z zespołu wydawnictwa).

Na co powinien nastawić się autor, który po raz pierwszy zaczyna współpracę z wydawnictwem?

Przy debiucie w grę wchodzi sporo pracy nad tekstem, choć nie jest to żelazna reguła. Trudno mi generalizować, bo oczywiście wydawnictwa są różne. Warto, by autor pamiętał, że wydawanie książek to biznes – pracujemy w kulturze, ale żyjemy ze sprzedaży książek. To na wydawcy spoczywa większość ryzyka finansowego przedsięwzięcia (mówię o tradycyjnych wydawnictwach, a nie firmach publikujących ze współfinansowaniem), dystrybutorzy i księgarnie niesprzedane egzemplarze po prostu nam zwracają, nie płacąc za nie. Stąd wydawcy zależy na wspólnym sukcesie jego i autora. Na tym, żeby książka była jak najlepsza. Wydawca najczęściej z doświadczenia wie, co temu sukcesowi sprzyja, stąd – choć oczywiście nie namawiam do tego, by wyrzec się własnych opinii i wszelkich dyskusji – warto sugestie wydawnictwa odnośnie pracy nad książką brać pod uwagę.

Co jest najtrudniejsze i najłatwiejsze w pracy redaktora prowadzącego?

Jeśli prowadzonych książek nie ma bardzo dużo i są to publikacje nieskomplikowane, a doświadczony redaktor prowadzący ma odpowiedni budżet, świetnych współpracowników i podwykonawców, jest duża szansa, że proces wydawniczy będzie działał jak dobrze naoliwiona maszyna. Wtedy praca bywa prosta. Jednak ludzie to nie maszyny. Skompletować zaufany zespół nie jest łatwo, a też niespodzianki na wszelkich etapach się zdarzają, nie mówiąc o zmiennych okolicznościach (dlatego zresztą nasza praca jest ciekawa, bo wyzwania i książki bywają bardzo różne, również zmienia się rynek).

Wyzwaniem jest na pewno prowadzenie kilku projektów równocześnie, na które składają się rozproszone drobiazgi, na które trzeba reagować na bieżąco.

Praca wymaga skupienia. Stąd jeśli spotkacie redaktora prowadzącego z błędnym spojrzeniem, który długo nie odpisuje na waszego maila – miejcie w sobie wyrozumiałość, to człowiek, który właśnie prawdopodobnie próbuje okiełznać chaos.

 

A co w tej pracy lubisz najbardziej?

Poczucie sprawczości, obserwowanie, jak z pliku, garści liter powstaje historia – poprawnie i ładnie napisana, przyjazna w lekturze, zawarta w nowej, pięknej książce. I oczywiście najlepiej taka, która przyniesie wydawnictwu satysfakcjonujący zysk. Ale radość daje też informacja, że taka książka dała komuś pozytywne emocje – bo łatwo czasem zapomnieć o tym, gdy jest się zakopanym po uszy w kolejnych projektach, terminach, obrotach tekstami, analizach rynku i listach bestsellerów.

Jeśli chodzi o nabywanie tytułów, tu poczucie sprawczości jest jeszcze większe. Nabycie i wydanie książki może się wydawać łatwe, ale to bardzo złudna łatwość, bo i odpowiedzialność, jaka ciąży na redaktorze, jest duża. Często z fascynacją przyglądam się pozornie kruchym kobietom tego zawodu, które łączą w sobie drapieżność myśliwego i inwestora, zimną krew maklera giełdowego oraz siłę wewnętrzną kapitana statku. Takiego, który nawiguje wśród rynkowych burz, dostosowując się do fal, ale nie poddając im bezrefleksyjnie, i próbuje przewidzieć, jaka pogoda będzie jutro. Czy trend na to i na to się utrzyma? Czy ludzie znudzą się poradnikami? Czy popularność danej mody przywędruje z zagranicy i do nas?

Co jest ważniejsze – tekst czy potencjał komercyjny autora?

Jeśli potencjał komercyjny rozumiemy np. tak, że autor jest celebrytą, osobą medialną, to nie będę obłudnie twierdzić, że jest to bez znaczenia. Jednak zdarzały się nie raz książki bardzo znanych osób, które nie odniosły sukcesu sprzedażowego. Co z tego, że na okładce widnieje twarz znana z pierwszych stron gazet, jeśli tekst nie miał w sobie nic, by na dłużej utrzymać zainteresowanie czytelnika. Zakładanie, że książka „sprzeda się” wyłącznie znanym nazwiskiem jest na dłuższą metę ryzykowne, a książki celebryckie należą do moich mniej ulubionych zjawisk i uważam, że na rynku jest zdecydowanie za dużo.

Potencjałem komercyjnym nazwać możemy również fakt, że autor ma już na swoim koncie jakieś książki, pisze cieszące się popularnością teksty w prasie, na blogu lub prowadzi  wideoblog. To są rzeczy bardzo cenne.

Jednocześnie dobry tekst – to znaczy dobrze warsztatowo napisany, z wyrazistymi bohaterami, intrygującym zawiązaniem akcji i wciągającą fabułą, osadzony w rynku (uwaga: to ważne! Dużo łatwiej dziś autorowi podpisać umowę na kryminał, romans czy powieść historyczną niż eksperymentalną formalnie powieść, traktującą o kolonii dżdżownic w kosmosie), to coś, czego wydawcy ciągle szukają i co ma szansę nawet, jeśli autor jest debiutantem bez znanego nazwiska.

W takim kontekście potencjał komercyjny autora możemy rozumieć jeszcze inaczej – dla wydawcy liczy się, czy pisarz jest skłonny do ulepszania tekstu, pracy nad książką, współpracy przy jej promocji, a także – czy można się po nim spodziewać kolejnych książek w przyszłości. Praca z polskim autorem to zazwyczaj długofalowy projekt.

Jakie według Ciebie największe zagrożenia stoją przed rynkiem wydawniczym?

Trudne pytanie. Na pewno daje do myślenia monopolizacja rynku i jego pionowa konsolidacja, wojna rabatowa (czytelnicy lubią kupować książki kilkadziesiąt procent taniej, to jednak może nie pozostać bez wpływu na wydawców i księgarzy) oraz windowanie zaliczek, brak uwzględniania roli dystrybutorów w dyskusji o jednolitej cenie książki. Jeśli chodzi o zagrożenia płynące z przemian społecznych – niepokoi potwierdzony naukowo negatywny wpływ korzystania z Internetu na zdolności do skupienia uwagi. Struktura myślenia się zmienia, czy w związku z tym zmieni się również zdolność przeciętnego człowieka do lektury? Z drugiej strony mamy na rynku opasłe książki, które osiągają status bestsellerów, co każe hamować ultrapesymistyczne prognozy.