Wokół debiutów narosło wiele mitów. Z jednej strony świeżo upieczony autor wysyła swoją propozycję do niemalże każdego wydawnictwa w Polsce (licząc oczywiście na rychłą propozycję współpracy), z drugiej zaś panuje obiegowa opinia, że trudne jest życie debiutanta. Bo źli redaktorzy chcą wydawać tylko tych z publikacjami na koncie, a najlepiej celebrytów i zachodnie gwiazdy literatury. Jak jest naprawdę? I dlaczego wydawnictwo odrzuciło Twój tekst?

Rynek książki a debiutanci

Zacznijmy krótko od rynku książki. Świetnie podsumowuje je Biblioteka Analiz, w corocznie publikowanych raportach. W “Rynku książki w Polsce 2014” możemy przeczytać o “ucieczce do przodu”. Mowa o ciekawej strategii, stosowanej przez większość wydawnictw. Rocznie wydawane jest więcej i więcej nowości (np. w 2010 wydano łącznie 24380 tytułów, w 2014 już 32480), przy spadającym średnim nakładzie książki (np. w 2010 roku wynosił on 5710 egzemplarzy, a w 2015 3236 egzemplarzy). Ale jak to rozumieć? Książek jest coraz więcej, ale ich nakłady są niższe. Na rynku książki od kilku lat panuje trudna sytuacja – liczba czytelników spada, zainteresowanie książką również. Wydawcy starają się wydawać dużo nowości, bo liczą, że każda kolejna książka może stać się bestsellerem (“ucieczka do przodu”). Więc ryzykują i wydają coraz to więcej tytułów, a skoro rynek zalewany jest taką liczbą książek, ich nakład spada (tak samo jak sprzedaż).

Postawmy się po stronie wydawcy. Czytelników jest mało, konkurencja duża. Wolelibyście wydać kolejną książkę nieźle sprzedającego się pisarza (którego wydają wydawnictwa z innych krajów) czy nieznanego polskiego debiutanta? A jeśli dodam, że prawa do książki tego nieźle sprzedającego się zagranicznego autora zakupiło duże studio filmowe z myślą o superprodukcji, jego książki trafiły na listy bestsellerów, a tekst jest już doszlifowany przez redaktorów (wystarczy go tylko przetłumaczyć…).

Sami widzicie. Trudno być debiutantem, bo z debiutem zawsze wiąże się ogromne ryzyko. Wydawca inwestuje w prace redakcyjne, zaliczki, druk, dystrybucje, promocje, a nie ma pewności, że książka spodoba się komukolwiek, poza wąskim gronem osób, które nieopublikowaną książkę czytały i uznały, że jest dobrze. Debiut to zawsze ryzyko. Ale powodów, dla których wydawnictwo odrzuciło Twój tekst jest więcej. Przyjrzyjmy się im.

Dlaczego wydawnictwo odrzuciło mój tekst?

1. E, to chyba nie dla nas.

Częsty błąd wśród debiutantów – wysyłanie książki do każdego znanego wydawnictwa. Ostatecznie kończy się to tym, że redaktor wydawnictwa specjalizującego się w literaturze psychologicznej otrzymuje propozycję wydania romansu. Albo wydawnictwo specjalizujące się w romansach dostaje ofertę publikacji książki hard science fiction. Każdy autor powinien się zastanowić do kogo napisał swój tekst. Kto jest odbiorcą? Fan powieści historycznych? Doskonale, znajdźmy więc wydawnictwo, które wydaje takie książki (a najlepiej – specjalizuje się w nich). I do nich wyślijmy naszą propozycję. W ten sposób autor ułatwia swoje życie (trafia do potencjalnie zainteresowanych nim redaktorów), ale i redaktora (koniec z abstrakcyjnymi propozycjami).

2. Przepraszam, ale o czym to?

Redaktor w dużym wydawnictwie dostaje dziennie od kilkunastu do kilkudziesięciu propozycji książek do wydania. Poza tym – ma jeszcze inne obowiązki. Co za tym idzie, najzwyczajniej w świecie nie będzie miał czasu na przeczytanie każdej nadesłanej propozycji. Dlatego tak ważne jest skonstruowanie trafnego i dokładnego streszczenia książki. Streszczenie nie jest miejscem na suspens. Ma być klarowane i rzetelne. Najlepiej, aby streszczony został (chociaż w kilku zdaniach) każdy rozdział wraz z zakończeniem. Nie bójmy się spoilerów, im więcej informacji przekażemy, tym lepiej. Warto napisać do jakich książek jest podobna nasza publikacja, jaki to gatunek, kim są główni bohaterowie, czego dotyczy problematyka książki itd. Spis rozdziałów, krótki opis każdego z nich. Wtedy kilka rzutów (doświadczonym, redaktorskim okiem) i już wiadomo, o co chodzi. Mgliste opisy najczęściej zniechęcają – w końcu czeka na redaktora cała sterta innych propozycji.

3. Błędy!

Jeśli w pierwszym akapicie nadsyłanej przez Ciebie książki znajduje się błąd (ortograficzny, stylistyczny, rzeczowy), reakcja może być tylko jedna – zamknięcie okna dokumentu i skasowanie Twojego maila.
4. Czasem każdy ma zły dzień.

Redaktor może pracować nad ważnym projektem. Może spojrzał na Twojego maila, otworzył plik, ale porwał go wir zadań. Może akurat nie lubi poradników o minimalizmie. Może pokłócił się z dziewczyną i nie chce czytać o romansach. Może nie otwiera skrzynki z propozycjami od dwóch tygodni, bo w najbliższych dniach ma ważną premierę innej publikacji. Powodów jest wiele. Nie zrażaj się. Póki nie dostaniesz żadnej odpowiedzi z wydawnictwa, nic nie stoi na przeszkodzie, aby za jakiś czas ponownie się przypomnieć.

5. Zbyt duże ryzyko.
Tekst może być doskonały, świetnie napisany, oryginalny. I właśnie oryginalność może być problemem. Może nie przypominać żadnej książki, która odniosła sukces na rynku. Niestety, większość czytelników woli poruszać się w obszarach, które już trochę zna. Stąd się biorą mody czytelnicze (przypomnijcie sobie półki księgarskie uginające się od erotyków po sukcesie „Pięćdziesięciu twarzy Greya”). Co w takiej sytuacji? Szukać wydawnictwa skłonnego zaryzykować lub… wydać książkę samodzielnie.

6. Nudy, nudy.
Przypadek odwrotny. Młoda studentka spotyka bogatego, przystojnego mężczyznę, który proponuje jej dziki seks. Mężczyzna skrywa jednak tajemnicę… Ile już takich książek było? Czasem pierwsza nasza książka zbyt bardzo powiela schematy uwielbianej i czytywanej przez nas literatury. Ważne, aby dodać coś od siebie. Każdy redaktor szuka książki, która wpisze się w aktualne mody czytelnicze, ale ma w tym samym momencie w sobie coś świeżego. Trudne zadanie, prawda?

7. Książka tak, ale… (nie jesteś gwiazdą).
Niestety, sławni mają łatwiej. I ci z dużym gronem odbiorców (blogerzy, profesjonaliści, influencerzy) również. Łatwiej zaryzykować inwestując w znane lub trochę znane nazwisko, niż w osobę, której nie zna kompletnie nikt. Nie załamuj się jednak. Nie musisz startować do kolejnego reality show. Czasem wystarczy tworzyć fajne treści do internetu, zrobić coś lokalnie i dać się poznać od jak najlepszej strony (a później napisać o tym w bio, które wyślesz wydawcy). Zawsze łatwiej promować książkę napisaną przez autora, który sam również potrafi się promować.

8. Niestety, musisz popracować dalej.
Czasem po prostu tak jest. Książka wymaga mocnego dopracowania, w które wydawnictwo nie chce angażować czasu i środków. Jednak w tym nic złego nie ma. Odczekaj chwilę, znajdź doświadczonego redaktora (polecam się) i popracuj nad tekstem. I spróbuj raz jeszcze.

Moje doświadczenia

Ten tekst oparłam na swoich doświadczeniach redaktora prowadzącego – zajmowałam się zarówno nabywaniem praw do zagranicznych tytułów, jak i selekcją tytułów polskich autorów. Są to więc moje subiektywne przemyślenia, które starałam się oprzeć na obserwacji współczesnego życia literackiego i analizie rynku książki, którą wykonuję w ramach pracy doktorskiej. Powodów może być więcej, polityka wydawnicza niektórych wydawnictw może się różnić, ale zakładam, że większość wymienionych powodów ma uniwersalny charakter.

Początek nowej serii

Tym wpisem zaczynam serię o wydawaniu książek, opatrzoną hashtagiem #jakwydacksiazke . Wpisy będą ukazywać się co tydzień, będę je opierać na swoich doświadczeniach zawodowych, analizach życia literackiego, a czasem osobistych przemyśleniach. Jeśli jesteś ciekaw konkretnego zagadnienia w tym zakresie – pisz proszę na kingakasperek@gmail.com.

Postaram się poruszyć interesujący Cię nim na blogu.

Zapisz się!

Chcę być informowany/a o zbliżających się wydarzeniach organizowanych przez Kingę Kasperek

FreshMail.pl