Nie ruszając się z miejsca, możemy mieć mylne wyobrażenie o rzeczywistości. Że wszędzie jest tak samo jak u nas, albo że właśnie my jesteśmy wyjątkowi. Miałam podobnie z polskim rynkiem książki – nasze biadolenie na spadające czytelnictwo wydawało mi się bardzo typowe dla polski. Konferencja “By the Book 2015” sprawiła, że zaczynam spoglądać na sprawę inaczej.

Rynek książki jest dla mnie coraz gorętszym obiektem fascynacji. Szczególnie rozpala mnie funkcjonownie e-booków, elektronicznej literatury, self-publishingu i twórczości amatorskiej… Ale i wszelkie listy z bestsellerami, nowe trendy, gorące nazwiska (stąd też recenzuję bestsellery w serii „Gramatyka bestselleru” dla ArtPapieru), nagrody, trendy księgarskie. Jednak obserwując rynek książki ze swojego poletka można łatwo stracić z oczu szerszy obraz – zmiany w światowych trendach, które wpływają także na Polskę.

W zeszłym tygodniu uczestniczyłam w niesamowitym sympozjum – „Books and reading in the age of media overload. By the Book 2015 ”, które miało miejsce 18-19 czerwca we Florencji. Trafiłam tam trochę przez przypadek – informację o konferencji podesłała mi profesor Claire Squires z Uniwersytetu w Stirling. Zapytałam ją wcześniej czy mogłaby mi udostępnić swój tekst, a w zamian dostałam link do publikacji oraz informację o konferencji, co było niesamowicie miłe. W konferencji brali udział badacze rynku książki i studiów wydawniczych z całej Europy (14 krajów). Miłe, że organizatorzy (Sorbona, Uniwersytet w Ljubljana oraz Oxford Brookes University) postawili na różnorodność: poza czołowymi badaczami publishing studies w konferencji wzięli również młodzi naukowcy i praktycy. Zróżnicowanie (zarówno pod względem doświadczenia, jak i kraju pochodzenia) pozwoliło na dość szeroką dyskusję na temat teraźniejszego rynku książki. Poznałam wielu fantastycznych, otwartych i interesujących naukowców, dowiedziałam się masę nowych i przydatnych rzeczy, a moja lista książek do przeczytania znacząco się wydłużyła. Nie chcę jednak pisać o tym, jak super było we Florencji (a było, pizzo, będę o tobie zawsze pamiętać), jak dobrze się bawiłam i jak świetnych ludzi poznałam. Chodzi mi o coś innego – mianowicie o polski rynek wydawniczy.

Byłam jedynym uczestnikiem z Polski, a mój referat dotyczył rynku e-booków w Polsce. Podejrzewam, że na krajowej konferencji nie byłby specjalnie odkrywczy: mówiłam o dość oczywistych sprawach jak wielkość rynku, czytelnictwo książek elektronicznych, piractwo, najważniejsze trendy. Skupiłam się na czynnikach, które wydawały mi się szczególnie „polskie”: dość duży współczynnik piractwa, przywiązanie do książki papierowej wynikające z tradycji i nauczania literatury w Polskiej szkole (co jest w zasadzie tematem na osobny wpis) oraz funkcjonowaniu nowych trendów z zakresu literatury elektronicznej w Polsce (self-publishing, fan fiction itd.). Referat został dość dobrze przyjęty, później wywiązała się dyskusja z serii: o to ciekawe, u nas jest podobnie/inaczej. I ta dyskusja dała mi dużo do myślenia. Często wydaje nam się, że problemy naszego rynku książki są odosobnione i wiszą w próżni. Brak literatury w dużych, codziennych mediach, zalew książek celebryckich, małe księgarnie zjadane przez duże sieci, niechęć wydawców (i czytelników) do e-booków, piractwo… Dezorientacja wydawców, księgarzy, bibliotekarzy spowodowana ekspansja elektronicznych mediów, nowych technologii, które są konkurencyjne wobec poczciwej książki papierowej. I pytania, które padają zarówno w trakcie zwykłych rozmów, jak i naukowych debat: co będzie po książce papierowej, czy przetrwa w tym elektronicznym zalewie, jak mówić i promować literaturę (i czy w ogóle taka promocja ma jakiś sens)? W trakcie konferencji upewniłam się, że te pytania nie są tylko typowe dla polski. Nie tylko my sobie je zadajemy: wydawcy, studenci kierunków humanistycznych, bibliotekarze, księgarze, krytycy, czytelnicy. Problem adekwatności książki do nowej rzeczywistości jest aktualny w całej Europie i zdaje się, że wszyscy (zarówno przedstawiciele rynku i badacze) głowią się nad jego rozwiązaniem. Jak na razie brak rozwiązań na horyzoncie, chociaż pewne rozwiązanie zdają się nieść ze sobą książki elektroniczne. Nie e-booki, ale raczej te łączące większą ilość mediów (film, muzyka, grafika, gry) i będące w pełni interaktywne. Interesujące, że właściwie przedstawiciele każdego z krajów mówili o spadku czytelnictwa jako o palącym problemie. Oczywiście, można spadać z poziomu 90% (większość krajów skandynawskich) albo 40% (Polska). Dziś w dużej mierze czytelnicy kształtują rynek książki, który dostosowuje się do ich wymagań, więc jeśli nie chcą czytać (albo sięgają tylko po kiepską literaturę), konsekwencje dla wszystkich czytelników nie są specjalnie wesołe.

Z drugiej strony, jak zauważył jeden z organizatorów (Miha Kovac), książka papierowa przetrwała i czasy gramofonu, radia, filmu, telewizji, ciągle ewoluując i dostosowując się do potrzeb czytelników. Wierzę, że stanie się tak i teraz, bo przecież potrzebujemy dobrych opowieści. Jestem przekonana, że rynek książki sobie też poradzi, a nadchodzące zmiany czujemy powoli w powietrzu.

  • Ewa Januszkiewicz

    Zazdroszczę takiego przyjęcia i takiej możliwości wykładu – dla mnie to jest wciąż marzenie i cel, bo publiczność wciąż mnie onieśmiela.
    Mam jednak pytanie co do wydawania e-booków, gdzie u nas w Polsce najlepiej je wydawać? Czy wybrać platformę typu rozpisani pl czy co być poleciła na debiut pisarski? 🙂

    • Poleciłabym wszystkie dostępne miejsca – od platform, przez księgarnie e-bookowe (jeśli masz taką możliwość lub platforma self-publishingowa udostępnia taką opcję) i własną stronę/sklep, jeśli jesteś w stanie to zrobić. Oczywiście, jeśli myślisz o self-publishingu. Dzięki za miły komentarz!

Zapisz się!

Chcę być informowany/a o zbliżających się wydarzeniach organizowanych przez Kingę Kasperek

FreshMail.pl